Żyjąc w kolektywnej kulturze “im więcej tym lepiej” gromadzimy przedmioty.

Kupujemy jedno, potem drugie, a gdy zmienia się moda to kolejne.

Gromadzimy i nosimy ze sobą.

Używamy rzeczy raz, a później chcemy już kolejne, bo na pewno będzie lepsze.

Mamy rzeczy “w razie czego”. Chcemy być przygotowani na wszystko.

Musimy za wszelką cenę być właścicielami, bo przecież to co wspólne jest gorsze.

Łączymy posiadanie, przedmioty i własność z poczuciem własnej wartości i ze szczęściem.

Takie rozwiązanie nie ma prawa działać, bo najlepsze rzeczy w  życiu … to nie rzeczy.

Praktyczny minimalizm to jedna z piękniejszych i najbardziej transformujących rzeczy, których doświadczyłem. Idea polega na tym, żeby posiadać tylko dwa typy rzeczy:

1) użyteczne- to, czego rzeczywiście regularnie używam

2) piękne- takie które cieszą oczy, inspirują, emanują dobrą energią

Minimalizm można śmiało rozszerzać na wiele dziedzin- podróżowanie, jedzenie, sport, książki, ubrania. Podróżowanie z lekkim bagażem jest zdecydowanie przyjemniejsze. Proste jedzenie jest zdrowe i pyszne. Zwykłe bieganie jest rozwijające i zadowalające. Najlepsze książki z danej dziedziny zazwyczaj zawierają całą kluczową wiedzę. Kilka sztuk ubrań to wszystko czego potrzeba do ubierania się, nie będąc przy tym pustelnikiem 🙂

Bycie praktycznym minimalistą to jednak dla mnie nie obsesja związana z przedmiotami, ale skierowanie swojej energii na doświadczanie, zamiast posiadania. Nie jestem przygotowany na wszelkie ewentualności, ale jest gotowy na wszystko. Bycie gotowym jest sto razy potężniejsze niż bycie przygotowanym.

POSIADANIE —>>> DOŚWIADCZANIE

PRZYGOTOWANY —>>> GOTOWY

Odnośnie podróżowania w wersji ultra light- poniżej mój całkowity bagaż na 8-dniowy pobyt w Hiszpanii.

>> Najlepsze rzeczy w życiu to nie rzeczy <<

🙂

3 czerwca, 2012

Dodaj komentarz