michalgrzeskowiak.pl: Świętować bez poczucia winy

Eksploruję ostatnio zjawisko samodyscypliny i jednym z kierunków jest kwestia autosabotaży, które podświadomie nosimy. Jednym z nich jest blokada przed robieniem czegoś, bo wydarzy się coś… dobrego. „Zbyt” dobrego dla nas- w naszym rozumieniu. A to oznacza, że mamy w sobie program pt. „nie zasługuję”. Zdarzyło Ci się kiedyś pomyśleć, zadziałać, albo nie działać w oparciu o przekonanie: „nie zasługuję”? Albo czy zdarzyło Ci się robić coś na co zapracowałeś, ale mieć przy tym poczucie winy? Wydać pieniądze na rozrywkę, przyjemność i świętowanie, ale czuć się z tym nieswojo?

Pamiętam jak kupiłem sobie pierwszego iPhona. W mojej głowie był to wówczas telefon z tak wysokiej kategorii, że czułem się zupełnie rozbity. Bardzo chciałem go kupić, ale gdy już to zrobiłem, to nie potrafiłem się cieszyć, a wręcz odstawiłem go na dwa kolejne dni, żeby przyzwyczaić się do jego posiadania. I to wszystko mimo tego, że zapracowałem na niego sam, wiedziałem że jest świetnej jakości i że ma bardzo dobrą kamerę, którą będę wykorzystywał. Ta sytuacja otworzyła mi oczy na to, że nie pozwalałem sobie na swobodne „świętowanie” bez poczucia winy. Że podświadomie stawiałem sobie granice, ponad które nie miałem prawa wyjść, bo „nie zasługiwałem”. Sprawdziłem też z czym kojarzy mi się święto i świętowanie. Test wypadł tak:

Święto? Tak, kojarzy mi się nadal tylko z tymi wolnymi dniami od pracy, kiedy większość ludzi objada się w domu, odbijając sobie to, że pracują dużo i zazwyczaj w miejscu i zawodzie (właściwe słowo), którego wcale nie lubią. Część też z przymusu lub z przyzwyczajenia chodzi do kościoła, bo jak nie pójdą to pojawi się lekkie poczucie winy.

Świętowanie? Kojarzy mi się z pijaństwem, obżarstwem, robieniem bałaganu i hałasu. Więc gdy ktoś mówi mi o świętowaniu, to nie dziwne, że nie jestem zainteresowany.

To fatalne definicje, biorąc pod uwagę ostatni wpis o redefiniowaniu kluczowych pojęć w życiu. Więc oto czas na zmianę- pomyślałem jak chciałbym, żeby ten element wyglądał, tak żebym czuł całym sobą, że jest zdrowy, czyli wolny od poczucia winy i dziwnych wyrzutów sumienia.

Jakie mogą być składowe zdrowego, prawdziwego świętowania? Oto moje nowe 4 kluczowe elementy:

1. Wdzięczność, której towarzyszy ramię w ramię obecność. Gdy dziękuję za coś, pokazuję jednocześnie, że jestem przebudzony i obecny.

2. Poczucie Zasługiwania na wszystko co najlepsze. Czasami wymaga małych negocjacji z samym sobą, gdy odkrywam, że postawiłem sobie gdzieś granicę. Kluczem jest dojście do poziomu zrozumienia, że każdy człowiek zasługuje na wszystko co najlepsze.

3. Szacunek do siebie za poniesiony wysiłek i pokonanie własnych słabości. Nade wszystko zasługuję na wszystko na co sobie zapracowałem. To nie jest ani chciwość, ani egoizm. To przyczyna i skutek. Największą nagrodą jest jednak satysfakcja, która towarzyszy osiągnięciom wymagającym znaczącego wysiłku, dyskomfortu, a czasami wręcz chwilowego bólu.

4. Przyjemność. Tak jak hedonizm jest skrajny, tak też ascetyzm jest skrajny. Czy jest cokolwiek złego w przyjemności? Złe może być uzależnienie od niej, albo ograniczanie się tylko do niej. Ale przyjemność może być też pięknym wyrazem szacunku do samego siebie. Tylko spraw, żeby była jawna, a nie skrywana, typu podjadanie słodyczy z późniejszymi wyrzutami. Może masaż, może lepsza restauracja, może ubranie najwyższej jakości. Daj sobie do tego prawo.

Życzę Ci lekkości świętowania. Zasługujesz.