michalgrzeskowiak.pl: Rozkosz bycia nie-poważnym

funny

Stres to największy wróg i zabójca dzisiejszego człowieka. Myśląc, że stres jest reakcją organizmu na daną sytuację, zapominamy o bardzo ważnym elemencie- naszej własnej interpretacji. Stres jest reakcją organizmu na nasze postrzeganie danej sytuacji. A postrzeganie możemy zawsze zmienić.

Jest jeden czynnik, który wpływa na stres jak żaden inny- traktowanie wszystkiego poważnie. Bliskimi przyjaciółmi powagi są rutyna i znudzenie, a wszystkie one są przeciwieństwem radosnego podejścia do życia.

Gdy wygłupiamy się na warsztatach teatralnych, kładziemy się na placu w środku miasta, śmiejemy się do rozpuku z sytuacji pozornie tylko poważnych, to czuję, że pozwalamy sobie wyrazić się, niczego nie udając i będąc naprawdę radosnymi ludźmi.

Dobrym opisem dla tego tematu będzie cytat M. Grzesiaka, pod którym całkowicie się podpisuję: „Ludzkość, szczególnie ta wykształcona część, cierpi na paskudną przypadłość pt. Jestem poważny. Co za beznadzieja. Wtedy oni mają tzw. poważne problemy, potrzebne są skomplikowane wielopłaszczyznowe rozwiązania i inne takie pierdoły. I siedzą i dumają i rozmyślają. Chodzą do znanych psychoterapeutów, jedzą znane leki psychotropowe, mają problemy i są tak zadowoleni, gdy mówią “życie to nie bajka”. I są dodatkowo żałośni. Choroba ta zaczyna się objawiać w dzieciństwie, gdy słyszymy od babci albo poważnego wujka, że 6-latkowi “nie wypada” się tak zachowywać. Instalacja “nie wypada” jest zresztą podstawowym fundamentem choroby i rozwija się wraz z wiekiem i przyjmowaniem pewnych ról społecznych. Bo społeczeństwo i kultura ma najwięcej “nie wypada”. Na przykład w Polsce nie wypada się cieszyć bez powodu i śmiać za dużo, szczególnie w zimie. Nie wypadało kiedyś nie pić, potem nie wypadało nie brać dragów. Wypada być sceptykiem i realistą, a nie wypada optymistą. Wypada być wykształconym na renomowanej uczelni, a nie wypada mieć doktoratu z wyników. Gdybym miał tak żyć, to co dzień bym wymiotował. Nie słyszałem i nie doświadczyłem, by ktoś kto śmieje się ze swoich problemów uważał, że są one poważne. Nie widziałem, by ludzie stresowali się skacząc jak zające w takt muzyki cyrkowej. Nie widziałem, by chorowali, gdy bez przerwy się śmiali, byli życzliwi i wyluzowani. Wygląda mi na to, że jak się jest nie-poważnym (nie: niepoważnym, ale nie-poważnym, czyli innym niż poważny), można się dobrze bawić w życiu. Ciekawe. W tym wszystkim cieszy mnie rzecz jedna – i cieszy mnie najbardziej. Ta choroba jest uleczalna.”

Pozdrawiam nie-poważnie.