michalgrzeskowiak.pl: Radość jest sukcesem!

eezakr_0112

Kilka dni temu zakończyliśmy naszą małą trasę koncertową po siedmiu miastach naszego pięknego kraju. Wszędzie było wyjątkowo i niepowtarzalnie.

Gdy pozwala się płynąć muzyce poprzez siebie, to jedyne co się wtedy wyłania nazywam czystą radością. I jest to niezmienny element każdego koncertu. Zmienia się minimalnie poziom adrenaliny, który jest zależny od liczby zgromadzonych osób, ale błogostan towarzyszy mi zawsze 🙂

„Życzę wam sukcesu Michał”- powiedziała mi jedna koleżanka po listopadowym koncercie. Podziękowałem jej szczerze i dopiero po dłuższym czasie zacząłem się zastanawiać nad pojęciem sukcesu. W działalności zespołu i nie tylko. I powstało w mojej głowie kilka pytań.

Czy jeśli na koncertach są pełne sale to jest to sukces, a jak przyjdzie na przykład tylko (aż) piętnaście osób to już nie jest sukces?

Czy jeśli naszą płytę wyda duża wytwórnia to jest to sukces, a jak wydamy ją sami, to już nie jest sukces?

Uwielbiam zadawać tego typu pytania, bo nawet bez udzielania na nie odpowiedzi, skłaniają do refleksji i nabrania dystansu.

Poza tym, w tym konkretnym przypadku, uważam, że każdy ma prawo posiadać własną definicję sukcesu. Oprócz tego, że dla mnie każda chwila przeżyta w radości jest sukcesem, to bardzo spodobała mi się definicja Emersona:

„Sukces to: śmiać się często i szczerze, zyskać szacunek

inteligentnych ludzi i podziw dzieci, zasługiwać na dobrą ocenę

uczciwych krytyków i cierpliwie znosić zdradę fałszywych

przyjaciół, doceniać piękno, znajdować w bliźnich to, co

najbardziej wartościowe, pozostawić po sobie świat nieco lepszym

i mieć świadomość, że choćby jedna istota ludzka odetchnęła lżej

dzięki temu, że my istnieliśmy na tym świecie”

Tobie też się podoba co?

Pozdrawiam przed świątecznie 🙂