michalgrzeskowiak.pl: Ponabijać się z siebie

Pamiętam jak pierwszy raz jako kilkulatek zostałem wysłany rano do sklepu po bułki. Miałem kilka rzeczy do kupienia- bardzo krótką listę chyba czterech rzeczy. Byłem przy ladzie i prosiłem o nie kolejno, a gdy już miałem zapakowane wszystkie, to szybko stwierdziłem, że moja misja została spełniona, więc wyszedłem. Gdy byłem już na zewnątrz, dogoniła mnie jedna ze sprzedawczyń, krzycząc: “halo chłopczyku, musisz jeszcze zapłacić”.

Dzisiaj śmieję się, że często mam nadzieję, że rzeczy będą za darmo. A jako że nie są, to ta przypominająca sprzedawczyni, mówi: “sprawdzam!”. Sprawdza czy naprawdę czegoś chcę, bo jeśli tak, to chętnie płacę cenę.

Mówiłem ostatnio bardzo dociekliwej koleżance, że nie ma głupich pytań- są tylko te mądre i te które wywołują śmiech 🙂 Dlatego warto pytać, nawet o rzeczy banalne, bo albo się czegoś nauczymy, albo się pośmiejemy.

Umiejętność nabijania się z samego siebie jest możliwa do opanowania. Nawet małpa by się jej nauczyła. Chociaż zaraz, zaraz. Małpa nie musi, bo już jest śmieszna. Ale my możemy ją małpować- bo robi to świetnie.

Nabijanie się z siebie, to genialna strategia na humor, wykorzystywana przez mówców i artystów jako jedna z głównych- działa prawie zawsze. To pokazywanie swojej bezradności, niezaradności czy braku talentu, które świetnie łączy nas z ludźmi, bo pokazuje nas jako niedoskonałych. Ale jednocześnie jest robione ze wspaniałą dozą dystansu, gdy mówiąc to nie jesteśmy ofiarami, ale sami potrafimy się z tego śmiać. A jak niesamowicie potrafi to zdejmować ciężar z popełnionych błędów, gdy nie zamiatamy ich pod dywan, tylko lekko obśmiewamy, a jeszcze dajemy się pośmiać innym.

Na sierpniowym wyjeździe w góry, zatrzymaliśmy się na jeden nocleg w bazie namiotowej. Mieliśmy swoje zapasy jedzenia w plecakach. Po całodziennej, męczącej wędrówce, był czas żeby się posilić. Otwierając puszkę ze szprotem, nie przytrzymałem jej mocno przy stole i nagle… w ułamek sekundy byłem cały w sosie pomidorowym. Dwóch kolegów widziało to na żywo i przez ponad pół godziny nie mogli powstrzymać salwy śmiechu, gdy ja tymczasem walczyłem żeby doprowadzić się do porządku. Ostatnio na urodziny jeden z nich- mój dobry przyjaciel, przyniósł mi… puszkę szprota. Bałem się otwierać 🙂

Jeśli masz podobne historie, to podziel się ze światem- nie chowaj ich dla siebie- daj się pośmiać innym. Jeśli masz jakieś elementy, które uznajesz za swoją słabość albo odmienność, zachęcam Cię do zrobienia tego samego.

Może to dotyczyć np:

narzekania (W sumie to jedyną rzeczą, na którą nie narzekam jest fakt, że narzekam)

gadulstwa (Chciałem kiedyś przestać gadać, żeby może posłuchać co inni mają do powiedzenia, ale szybko powiedziałem sobie na głos, że muszę to jeszcze przegadać)

mówienia mało (Sorry, wykorzystałem już mój limit słów na dziś- powiedziałem “dzień dobry” już trzem osobom; Milczenie jest złotem? Bzdura. Jest co najmniej platyną)

wymawiania francuskiego R (brzmiące trochę jak H) (Tak naphawdę pothafię wymawiać nohmalne R, ale tylko jak mówię coś ciekawego)

Good luck! 🙂