Edukacja prawdziwa, a edukacja formalna to często dwa różne światy. Dużo się aktualnie zmienia w tym obszarze, bo ze sporym opóźnieniem aktualizujemy systemy kształcenia posłusznych pracowników przemysłowych czy wojskowych, które już dawno powinny być tylko kartą historii. Znudzenie i poczucie bezsensu, które towarzyszy formalnej edukacji ma perfekcyjny sens. Żaden uczeń nie powinien być negatywnie oceniany za to, że nie lubi szkoły, jeśli to, co w niej robi, nie jest ani radością samą w sobie, ani nie ma jasnego celu, który przyczyni się do jakości życia. A te cele mogą być dwa- samodzielność i szczęście. To, co nazwałem tutaj edukacją prawdziwą, to właśnie realizacja tych dwóch celów. Przyjrzyjmy się więc tym dwóm celom.

Samodzielność należy dobrze zrozumieć, żeby nie wpaść w skażoną wersję w postaci obsesyjnej chęci niezależności, indywidualności i samowystarczalności. Każda z tych cech ma jasną stronę, jednak w niedojrzałej wersji, doprowadzona do ekstremum, mija się z celem. Nie mamy stawać się samodzielni, żeby zamienić się w samotną wyspę, zamieszkać w samotni, zapomnieć o ludziach. Mamy stać się samodzielni, żeby optymalnie funkcjonować wśród ludzi! Patrząc na znaczenie słowa ‘samodzielny’, widzę dwa elementy, które mają dla mnie sens.

  1. Samodzielny = “sam” jestem “dzielny”, tam gdzie jest to potrzebne (czyli posiadam kluczowe kompetencje i podejmuję decyzje). Kompetencje to praktyczne umiejętności, które wykształcić można tylko poprzez trening, a nie teoretyczne wykłady. Trening oznacza intensywność osobistego zaangażowania oraz powtarzalność, która nadaje płynności i kunsztu. Kompetencje to także wiedza, ale tylko taka, która przynosi realne rezultaty i jest do zastosowania w życiu- wiedza, której ludzie chcą i potrzebują, żeby rozwiązać swoje problemy. Kompetencje to także postawa, a więc cechy mentalne, emocjonalne, duchowe, których zastosowanie zmienia doświadczanie codzienności (odwaga, elastyczność, akceptacja, słuchanie, mówienie prawdy, konekwencja).
  2. Samodzielny = “sam dzielę” zadania, delegując zawsze wtedy, gdy ma to sens (czyli angażuję talenty innych osób oraz proszę o pomoc). Chcieć zrobić wszystko samemu to nie tylko komplikacja- to czysty sabotaż i szaleństwo. Nie po to się różnimy i jesteśmy na różnych etapach rozwoju, żeby nie wspierać się na nawzajem naszym wkładem. Najważniejsza lekcja ze wszystkich typologii osobowości to synergia, szacunek dla różnych talentów, tworzenie mocy zespołu poprzez praktykowanie tego, aby każdy skupiał się na tym w czym jest dobry i co lubi. Proszenie o pomoc to z kolei kwestia przekroczenia dumy i zdanie sobie sprawy, że jako człowiek miewasz naprawdę ciężkie momenty i nie musisz dźwigać wszystkiego sam.

No dobrze, a co mam na myśli mówiąc o szczęściu? Tu również dam dwie perspektywy.

  1. Szczęście = spokój wewnętrzny przez większość czasu (obecność i emocjonalnie brak trybu walki). Dlaczego przez większość czasu, a nie cały czas? Bo czasami życie nami potrząsa, dając nam zrywy zwiększonej trudności albo zwolnionej integracji. Dotykanie i przekraczanie ścian dotychczasowych granic, chwilowo wybija nas ze spokoju wewnętrznego, wymaga zaanagażowania większej ilości energii, a po dużym wysiłku wymaga regeneracji (które mogą wyglądać jak depresja, rozumiana jako deep-rest, czyli głęboki odpoczynek). Tego typu okresy zwiększonej emocjonalnie aktywności nie zaprzeczają byciu szczęśliwym, wręcz przeciwnie, są integralną częścią tego pakietu. Często to co nazywamy komfortem, jest po prostu motywowane strachem, a nie realną potrzebą komfortu. Bo komfort jest komfortowy tylko wtedy, gdy rzeczywiście czujemy się wygodnie, a nie gdy zasłaniamy nim oczy na widok tego, z czym nie chcemy się zmierzyć. Ze spokoju wewnętrznego wybija nas także nieoparty w rzeczywistości tryb walki (obrony lub ataku przez wyobrażonym zagrożeniem). Tryb walki był nam potrzebny w ewolucji, gdy zagrożenie było realne, ale dzisiaj przez 99,99% czasu używamy go na naszą niekorzyść, bo rzeczy którymi się stresujemy nie są żadnym realnym zagrożeniem naszego życia. Być może dopiero po wyjściu z tego trybu walki, zaczyna się coś co możemy nazwać właściwym ludzkich życiem?
  2. Szczęście = życie w zgodzie z samym sobą (szanowanie swoich uczuć w życiowych wyborach). Istnieje być może tylko jedna choroba- niebycie sobą. Gdy jest głośno to siebie nie słyszmy, dlatego że dusza mówi szeptem. A gdy się nie słyszymy to zaczynamy chorować. Chorujemy na udawanie, ukrywanie i udowadnianie- one są jak duchowa otyłość, która nie pozwala nam się swobodnie ruszać. Nie ma na nie tabletek- jedynym zaleceniem jest cisza, a w niej każdy odnajduje jedyną tabletkę jakiej szuka- delikatny szept swojej prawdy. Prawda szybko pokazuje gdzie jest problem. Prawda przez sekundę zaboli, zanim wyzwoli, bo jest procesem jak wyciąganie drzazgi. Życie w zgodzie z sobą to bycie tym, kim czujesz, że jesteś.

Zapraszam więc do prawdziwej edukacji, do samodzielności i szczęścia. Ta edukacja ma swoje momenty przełomowe, nigdy się nie kończy, a egzaminem jest codzienne spojrzenie w lustro.

m

3 lipca, 2018