Planowane nieplanowanie

Jestem właśnie w Krakowie wśród osób, które dopiero co poznałem. Rozmawiamy o wszystkim. Od tematów jedzenia, przez wystąpienia publiczne, aż do otwartości i szczerości w sytuacjach społecznych. Pijemy świeżą, aromatyczną, czarną kawę i słuchamy winylowych płyt. Nie planowałem tego.

Jestem po tygodniu, który był pełen pasjonujących wydarzeń i pracy, której nie odczuwam jako pracy. Prowadziłem warsztaty, coachingi, wystąpienia, grałem koncerty z zespołem, chodziłem na treningi. I ta ilość wcale nie jest ciężka, a tylko pokazuje mi jak bardzo warto się rozwijać, że można swobodnie funkcjonować w taki sposób. Bez spiny.

Uważam, że równie ważne jak planowanie jest odpuszczanie planu. Ale regularnie stosuję też planowanie… nieplanowania. Takiej przestrzeni, która nie pochodzi z przeszłości i intelektu, ale po prostu chwila po chwili sama się rodzi. I zawsze jest świeża, aktualna, zaskakująca. Pełna zgody na to co jest, zadziwienia prostymi zwrotami akcji, otwartości na to że decyzje podejmują się same. Planuję swobodne przestrzenie, w których odpuszczam całkowicie wszelką kontrolę.

Planowanie zbyt dużo i w zbyt wielu szczegółach nie sprawdza się w moim przypadku. Czy też kiedyś tak miałeś? Niby funkcjonuję, ale starając się pamiętać o wszystkim i kontrolować każdy krok, wprowadzam niepotrzebną presję. Więc testuję różne rozwiązania i okazuje się, że nieważne czy planuję czy nie planuję, to i tak osiągam porównywalne wyniki. Jednak gdy nie planuję, to zyskuję coś jeszcze- większą obecność i zadowolenie.

Jednocześnie lubię planowanie i wiem że jest ono konieczne, szczególnie w biznesie. Sam proces planowania jest niezwykle potrzebny. Ale o wiele łatwiej jest mi wykorzystywać metaforyczny kompas zamiast dokładnej mapy. Znam kierunek, wiem czego chcę i co czuję, więc otwieram się na podróż. Zazwyczaj wydarzy się coś niespodziewanego, więc znacznie skuteczniejsze i jednocześnie przyjemniejsze będzie podejście elastyczne, zamiast planowania piętnastu zapasowych scenariuszy. Plan A i B jest super, ale jeśli w swoich próbach kontroli powoli dochodzimy do końca alfabetu, to może jednak czas odpuścić.

Bardzo Cię zachęcam do planowania nieplanowania. Zaczynając może od dwóch godzin bez żadnego planu. Co się wydarzy?

Najlepsze wspomnienia jakie mam w swoim życiu, to doświadczenia, których wcale nie planowałem. Po prostu wydarzyły się one „przy okazji” tego co zaplanowałem.

Innego dnia, w niedzielę przed 7 rano, budzi mnie telefon dobrego przyjaciela, który mówi że będzie za 15 minut. Idziemy nad rzekę i… pijemy zimne piwo, patrząc na najstarszą katedrę w Polsce i wschodzące obok niej słońce. Bo koleżka wymyślił sobie, że chce porobić zdjęcia wschodu słońca. Nie planowałem tego. I intelektualnie mógłbym nawet pomyśleć, że picia piwa o 7 rano nie jest dla mnie. Ale właśnie w tej chwili, w tym miejscu, w tych okolicznościach- jest dla mnie. Nie planowałem tego, ale jednak czuję, że to najwłaściwsza rzecz, jaka może się teraz wydarzać.