Pierwszy Krok Odwagi

DSC_0204

Jest nas kilka miliardów. Bardzo podobni do siebie, a jednak każdy inny. Gdy zaczynamy się klasyfikować, grupować i etykietować, to łatwo stracić z oczu fakt, że każdy jest unikatem. A gdy tracę to z oczu, to wchodzę na zaminowane pole porównywania. Nie mogę się już zrelaksować, co jakiś czas coś wybucha, raniąc odłamkami mnie i innych.

W momentach największego, naturalnego szczęścia, którego nie musiałem sztucznie tworzyć, albo poszukiwać na nieznanych lądach- po prostu nie porównywałem. Wyglądu, charakteru, zachowań, doświadczeń, planów, wglądów, cech.

Jakim cudem więc jestem w stanie zapomnieć, że byłem, jestem i mogę być szczęśliwy bez porównań? Jak to możliwe, że wracam do amnezji, biegnę na wybuchające pole i tam szukam szczęścia? 

Mówiąc o porównaniu, nie mam na myśli porównań technicznych, praktycznych, strategicznych. One są użyteczne i z całą pewnością nam służą. Gdy mam coś kupić porównuję ceny i wybieram tą, która będzie niższa (jeśli pozostałe warunki są identyczne). Mam na myśli porównywanie nieporównywalnego- tego, co masz w głębi duszy, autentyczności twojego bezpośredniego doświadczenia, unikatu jakim jesteś.

Mówiąc o unikacie, nie mam z kolei na myśli bycia innym we wszystkim, w opozycji do świata, na samotnej wyspie swojej wyjątkowości- to nie ma nic wspólnego z naturalnością. Bardzo wątpię czy zupełna samotność tego typu jest rzeczywiście czymś co ci w duszy gra. Prawdopodobnie w głębi duszy pragniesz relacji pełnych wyższych ludzkich uczuć. Ja pragnę.

Umysł wspaniale kalkuluje i warto pozwolić mu kalkulować dokładnie tam, gdzie robi to świetnie. I jednocześnie warto postawić mu bardzo jasną granicę, aby nie zajmował się tym, co jest ponad jego miarę. Żeby nie starał się kalkulować tak organicznego zjawiska jakim jest szczęście, autentyczność, bycie tym, co sprawia, że serce śpiewa.

Osobiście angażując kalkulacje do chęci bycia szczęśliwszym, doprowadziłem się do największej depresji w życiu. I dopiero ogromny ból istnienia pozwolił mi zobaczyć jak daleko zabłądziłem, idąc za tym “niewinnym porównaniem”.

To bardzo proste- wybrać ubrania kilkudziesięciu osób, które są w czymś inspirujące. Starać się wciskać je na siebie, ignorując że to nie nasz rozmiar, po czym biczować się z tego powodu. Na dokładkę można winić los, za tą ogromną niesprawiedliwość, po czym gdy ciągłe “dlaczego ja?” staje się zbyt nieprzyjemne, uciekać w działania, które na chwilę zmniejszą napięcie. Wówczas witamy na pokładzie nałogi, które chętnie służą swoją mocą. Są naprawdę skuteczne i to na całe dwie minuty. Niewinne porównanie- pole minowe.

“Ubrania” innych osób, to ich unikat, szyty na ich miarę, ich doświadczenie, ich droga. Ja mam swoje- i to prawda, że pewne techniczne parametry, w pewnej perspektywie wypadają gorzej- ale to całokształt tworzy cud jakim jestem (jakim jesteś), a nie poszczególny parametr wyrwany z kontekstu!

Padłem wyczerpany po wielu przymiarkach- nadal nagi, smutny, rozczarowany. Ale w każdym wyczerpaniu jest jeszcze cząstka sił, chociażby tak mała, aby powiedzieć na głos jedno zdanie: mam problem. Pierwszy krok odwagi.

I łzy szczęścia popłynęły znowu, gdy zobaczyłem że w środku nadal, przez cały ten czas czekał mój unikat. Szyty na miarę, inny niż wszystkie, pasujący idealnie. Od razu mnie przywitał, ugościł i ukoił. Jestem. Ja Jestem.

Pierwszy krok odwagi, to nie skok ze spadochronem. Ten krok nazywa się: mam problem.

I z tej uczciwości droga się prostuje. Zawsze.

m