michalgrzeskowiak.pl: Nie trzeba posiadać żeby doświadczać

Odwiedziłem dzisiaj moich rodziców i siostrę w moim rodzinnym mieście. To tylko 40 km od Poznania, więc mogę bez problemu skoczyć tam na dłuższe popołudnie.

Moja siostra ma w ogrodzie trampolinę, w domyśle dla swoich synków, ale jest wystarczająco duża dla każdego dorosłego. Więc ochoczo na nią wskoczyłem i zrobiłem sobie trening.

Po pierwsze pomyślałem sobie, że ostatnimi tygodniami, trenując całkiem sporo, zapomniałem o najważniejszym. O tym, że każdy trening może być też zabawą. Nawet traktując go poważnie, nie trzeba być poważnym. Mogę skakać i wydawać dziwne dźwięki, a jednocześnie wzmacniać swoje nogi, brzuch i plecy. Machać sobie rękoma jakbym fruwał, a jednocześnie wzmacniać ramiona. Dlaczego tak łatwo znowu o tym zapomniałem?

Po krótkiej chwili z prysznica endorfin (trampolina działa cuda) miałem drugi ważny przebłysk, o którym niby wiedziałem, ale też zapominałem. Coś co uzasadnia dla mnie filozofię minimalizmu, która jest częścią mnie.

Nie trzeba posiadać rzeczy materialnych, żeby doświadczać ich bogactwa.

Przez chwile pomyślałem nawet, że chciałbym mieć taką trampolinę na własność. Mógłbym codziennie na niej skakać i trenować w radośniejszy sposób. Gdybym tylko miał ją dla siebie, codziennie, w pełni- wtedy mógłbym trenować z radością. I trwało to jakieś 30 sekund, kiedy zrozumiałem, że zamiast doświadczać w pełni możliwości tej trampoliny, zacząłem uciekać myślami w przekonanie, że to źle że nie mam jej na własność.

Nagle umysł stworzył sobie cierpienie. Cierpienie, które odcięło mnie od rzeczywistości. Bo jeśli nie jestem w stanie cieszyć się skakaniem teraz, to dlaczego niby miałbym się cieszyć kiedyś w przyszłości i to dopiero w momencie, kiedy stanę się właścicielem trampoliny? I wtedy wybuchnąłem śmiechem. Oplułem się ze śmiechu. Ze śmiechu z tej zabawnej gry, w jaką wszyscy gramy każdego dnia- historii umysłowych o tym, że nie mamy wystarczająco.

Innego dnia myślałem też żeby np. kupić sobie leżak. Szczególnie w lecie to świetna rzecz, symbol relaksu, odpłynięcia, czasu dla siebie. Ale pochodziłem trochę po pięknym Poznaniu i okazuje się, że jest mnóstwo miejsc, w których w okresie letnim są leżaki dostępne dla wszystkich. Nie trzeba nawet zamawiać nic w pobliskich knajpkach, żeby móc sobie na nich posiedzieć. A wokół zazwyczaj park, zamek, chilloutowa muzyka. Nie muszę być właścicielem leżaka, żeby korzystać z jego bogactwa.

Z tego też względu nie chcę kupować drogiego ekspresu do kawy. Jestem miłośnikiem kawy (kończę pisać ten artykuł będąc w Portugalii, gdzie średnio za kawę w centrum Porto płacę w przeliczeniu 2,60 zł- nie jest łatwo się zatrzymać). Ale oprócz porannego french-pressa najlepiej przecież smakuje kawa w kilku uroczych kawiarniach poznańskich, które mają unikalne mieszanki świeżo palonych ziaren. Idę tam raz, dwa razy w tygodniu i wtedy ma to niezwykłą wartość. Wtedy ta kawa jest na piedestale, jest doświadczeniem, a nie wlaniem w siebie płynu. Czy wydając dziesięć tysięcy na zawodowy ekspres i chowając się w domu, popijając sobie “swoją kawę, zrobioną przez siebie, w swoim ekspresie” byłbym szczęśliwszy? Już nie wierzę w tą bajkę.

Oczywiście nie jestem przeciwnikiem rzeczy materialnych i jeśli ktoś czuje że jego powołaniem jest mieć własną kawiarnię, to jak najbardziej warto za tym iść. Warto iść za marzeniami, ale nie za iluzjami.

I teraz pytanie dnia: Czy takie podejście, to obniżenie swoich standardów?

Cóż, za tydzień kończę mój miesięczny pobyt za granicą (wakacje w połączeniu z pracą online i nauką portugalskiego w najlepszym możliwym otoczeniu). Wziąłem na ten wyjazd tylko jeden podręczny plecak. Mam w nim: laptopa, czytnik ebooków, mini statyw do telefonu, żeby na grywać video, notatnik, cztery koszulki, spodnie, spodenki, softshell, bieliznę, mały ręcznik, mały śpiwór, minimum kosmetyków. Ani przez chwilę nie poczułem, że czegoś mi podczas tej podróży zabrakło (no może trochę brakuję mi grania na SteelHarpie i na perkusji, ale mała przerwa nie zaszkodzi). I uwielbiam wszystkie te rzeczy, które mam. Uwielbiam Macbooka, iPhona, Kindle’a (nie, nie dostaję od nich prowizji). Gdybym nie był ich właścicielem, to komplikowałbym sobie życie, a tu w ogóle nie o to chodzi.

O co więc chodzi? O użyteczność, umiejętność, uWażność.

m

michalgrzeskowiak.pl: Jak budować spokój wewnętrzny

Jest kilka cech, które imponują mi w ludziach najbardziej. Jakoś tak się złożyło, że nie są to cechy, które podziwia kolektywnie większość. Nie imponuje mi ani kontrowersyjność, ani przepych formy, ani nawet duży mięsień w dużym samochodzie (mimo że sam chodzę na siłownię i lubię prowadzić). Czyli co Michale- jesteś nudziarzem? Tak. Jestem wielkim nudziarzem, tak nudnym, że aż ciekawym.

Co mi imponuje w ludziach? Pasja, autentyczność, odwaga. Prostota, pokora, spokój wewnętrzny.

Spokój wewnętrzny to nie to samo co apatia, flegmatyzm, ani nawet zrelaksowana postawa pokazywana na zewnątrz. To coś niewidzialnego, co można po prostu poczuć. Coś co obejmuje, uwalnia i koi. Coś co przejawia się w działaniach, które mają zupełnie inną jakość niż te robione na nabuzowaniu, nakręceniu, napuszeniu.

Jak go budować? A może nie ma czego budować, tylko przestać mu przeszkadzać? Może raczej trzeba się oduczyć tego, co odcina nam do niego dostęp? Widzę od razu co najmniej cztery sposoby na zbliżenie się do niego. Celowo mówię “zbliżenie się do niego”, a nie “zbudowanie go”, bo uważam że on już tam jest. Tak jak Michał Anioł, gdy zobaczył kamień i powiedział (podobno): “Widzę rzeźbę, teraz muszę tylko odrzucić to, co zbędne”. To ja mówię: “Widzę Spokój Wewnętrzny, teraz czas tylko odrzucić to, co mu przeszkadza”.

1. Czyszczenie paplającego umysłu

Myślenie. Wspaniały dar czy zmora dręczącego umysłu? Jedyna słuszna odpowiedź: “to zależy”. Jakościowe i kreatywne myślenie jest wspaniałym darem. Ale powtarzalne sekwencje myśli, które nie są nasze, które krytykują, które nas dewaluują, szukają podziwu, szukają minusów, szukają miliona powodów dla których to właśnie ja jestem ofiarą, a świat tym okrutnym miejscem- to nasza zmora.

Jak sobie z tym radzić? Najprostsze sposoby, jakie znam to:

– aktywność fizyczna (szczególnie z elementami uwalniania napięć z ciała)

– pisanie (ciąg pisania wszystkiego co pojawia się w głowie, włącznie z bazgraniem)

– medytacja (nieoceniająca obserwacja przepływających myśli)

– hobby z elementem ekspresji (rysowanie, gra na instrumencie, itp)

2. Odwaga własnych wyborów

Wpływ otoczenia jest najsilniejszym czynnikiem wpływającym na nasze nawyki, zachowania i wybory. Ulegamy mu i przez to podejmujemy decyzje, które nie są nasze. Wybory profesji (“Ile lat mają twoje dzieci? Prawnik trzy, lekarz pięć”), stylu życia, przekonań (czy raczej zabobonów) na każdy temat. A serce krzyczy, ale jest skutecznie uciszane, zatkane kolektywną poduszką. A przez to nie daje nam spokoju. Bo go nie słuchamy, a wiemy że powinniśmy. Powinniśmy nie dlatego, że tak trzeba, ale dlatego że to jest przewodnik naszych właściwych wyborów. I to wymaga czasami wiele odwagi. Bo trzeba się wyłamać, wypisać, wyłączyć z pędu owiec. Ale zrób to raz, a dostaniesz powiew spokoju wewnętrznego w prezencie. I ten powiew da Ci siłę, żeby robić to częściej. Bo słuchanie siebie- prawdziwego siebie, a nie paplaniny umysłu- przywraca nas do tego spokoju bardziej niż cokolwiek innego. To duża odwaga- dokonywanie wyborów w pełni zgodnych z nami. Wiesz, że to jest właściwa decyzja właśnie przez to, że towarzyszy jej głęboki spokój.

3. Przyjaźń z nietrwałością

Już się do niej przywiązałeś, a tu…rozstanie. Zadomowiłeś się w pracy, a tu… zwolnienie. Wyrobiłeś formę, a tu… kontuzja. Rozstanie, zwolnienie czy kontuzja to poważne rzeczy i ciężko przejść obok nich zupełnie obojętnie (może nawet nie warto). Ale istnieją setki innych zmian, które wydarzają się każdego dnia, które też zaburzają nas spokój. Ale to są tylko bodźce, a nie przyczyny! Co jest przyczyną utraty spokoju?

Jest tylko jedno prawo do zrozumienia- prawo nietrwałości- czyli zmiany. Ale nie chodzi o zrozumienie go intelektualnie, tylko doświadczalnie. Jak? Są tylko dwie rzeczy do praktykowania: brak przywiązania i odpuszczanie oporu. Jest tylko tyle teorii, nie trzeba szukać więcej. Reszta to praktyka.

Jesteś przywiązany do facebooka? Zrób jeden dzień całkowicie bez niego i zobacz, że nic się nie wydarzy. Nie ominie cię nic ważnego. Chcesz poćwiczyć odpuszczanie oporu? Weź zimny prysznic i zamiast iść za paniką jaka pojawi się na początku w twoim umyśle, poczekaj 10 sekund i po prostu zacznij obserwować zimną wodę spływającą po twoim ciele. Odpuść opór i zafascynuj się tym zjawiskiem fizycznym samym w sobie. Zobacz jak wspaniale jest obserwować to, że plan A nie zadziałał i dzieje się coś innego. To że rzeczywistość nie równa się oczekiwaniom. To że fantazjowanie o idealnych scenariuszach ma się nijak do dynamiki życia.

Po co się przywiązuję? Przecież doskonale wiem, że to minie.

Po co stawiam opór? Przecież doskonale wiem, że to minie.

4. Zdrowa Samoakceptacja

Nie ma nic gorszego w relacjach z innymi jak wieczne szukanie akceptacji. Tego typu “łatanie dziury w postrzeganiu siebie” odbiera swobodę, a przez to stajemy się sztuczni, chcemy być fajniejsi niż jesteśmy, skupiamy się na opakowaniu. A w środku tego opakowania jest trzęsące się ze strachu dziecko, które po prostu szuka samoakceptacji i myśli, że to jest najlepszy możliwy sposób na jej znalezienie. Nie jest. To raczej najgorszy możliwy sposób, a my cały czas to robimy. Co przywraca spokój?

Akceptowanie naturalnych niedoskonałości, których nie możesz zmienić.

Akceptowanie swojego wyglądu, ciała, głosu.

Akceptowanie naturalnego typu osobowości (introwertyzm, analityczność, małomówność).

Akceptowanie aktualnego poziomu umiejętności (co nie oznacza że nie chcemy ich rozwinąć).

Akceptowanie błędów, które popełniliśmy w przeszłości, a których nie możemy zmienić.

I nade wszystko dystans, dystans, dystans do swojego “ja” (czasami mówię, że staram się obrazić sam siebie około 20 razy dziennie, żeby już nic nie było w stanie mnie obrazić- to nie dewaluacja, to budowanie dystansu).

Czyść umysł, podejmuj własne decyzje, odpuszczaj opór i przywiązanie, akceptuj wszystkie naturalne niedoskonałości w sobie, a spokój wewnętrzny, który zawsze był w Tobie, znowu stanie się odczuwalny.

m

michalgrzeskowiak.pl: Osadzenie w naturalnej kreatywności

Budzik dzwoni o 5:55 a ja wcale nie myślę o tym, żeby go wyłączyć i spać dalej. Chcę wstać i wstaję, bo wiem że mam po co i wiem że zaraz poranna kawa swoim aromatem nastawi mnie na jeszcze bardziej przebudzony tryb. Kolejny raz zgodziłem się wziąć udział w projekcie, o którym niezbyt wiele wiedziałem, a jako że miał w sobie elementy muzyki i jakiegoś przesłania, to powiedziałem z automatu: “Ok, czemu nie?”

A potem okazało się, że muszę iść na próby, przewieźć cały mój zestaw perkusyjny na drugi koniec miasta, a później wstawać wcześnie rano, żeby grać koncert dla licealistów. Za darmo! Spędzając na tym czas, który mógłbym poświęcić na rozwijanie biznesu. I jakaś część mnie mówi wtedy: “po co znowu się zgadzałem, tracę swój czas, jestem zmęczony”. A ja sobie spokojnie tą część obserwuję, bo wiem że sobie chwilę pomarudzi i zaraz przestanie. Bo wiem, że jeśli coś się wydarza, to wydarza się zawsze po coś. Czasami po to, żeby nauczyć cierpliwości, czasami po to żeby przypomnieć sobie na nowo zrozumiane podstawy, czasami po to żeby kogoś poznać.

Tym razem- dzięki eksperymentalnemu koncertowi w grupie 30 osób- przypomniałem sobie doświadczalnie coś, o czym zdarzało mi się zapominać w obliczu codziennych zmagań i rutyny. Coś, co jest głównym motywem moich działań, a mimo to czasami mi umyka. Coś co jest proste, ale od czego odsunęliśmy się niewytłumaczalnie w jakimś dziwnym kierunku. Co to jest? Naturalna kreatywność i improwizacja.

Edukacja powinna się zaczynać od improwizacji.

Nigdy nie byłem w szkole muzycznej i przez to pewnie nie mam świetnego warsztatu. Nie jestem żadnym wirtuozem, ani muzykiem sesyjnym, który odegrałby nuty w idealny sposób. Ba, nie umiem nawet czytać dobrze nut. I jakoś nigdy nie była to przeszkoda do tego, żeby czerpać z muzyki to, co najpiękniejsze- swobodną ekspresję, wyrażanie emocji, eksperymentowanie, cieszenie się, wczuwanie się, bujanie się.

Muzyka to dobry przykład, ale ta zasada jest do zastosowania w każdej dziedzinie! W nauce języków, przemawiania publicznego, poznawania siebie, produktywności, komunikacji. Zacznij od improwizacji, od bezpośredniego doświadczenia bez żadnych ocen, ani sztywnych zasad. Poczuj swobodę działania, bądź z nim obecny, porzuć opór i kontrolę. Do zasad możesz się później odnieść, ale zachowaj istotę doświadczenia. Jego świeżość. Tam jest prawdziwe życie.

Muzyka, taniec, śpiew osadzają nas w naturalnej kreatywności.

Tak się dzieje pod warunkiem, że nie będziemy temu przeszkadzać. Bo muzyka, taniec i śpiew pochodzą od celebrowania życia, a nie od sztywnego jak kij w dupie odgrywania każdej nutki ze spięciem mentalnym, żeby tylko nie popełnić błędu. To nie błąd- to obłęd! Zabieranie tym dziedzinom tego, co jest ich istotą. Muzykiem nie jest ten, kto potrafi idealnie odtworzyć jakiś utwór. Muzykiem jest ten, który celebruje. I tą metaforę muzyka można też zastosować do większości dziedzin.

Jeśli wchodzi się w taką przestrzeń, to nie potrzeba żadnej innej, zewnętrznej, sztucznej stymulacji. I takie było też przesłanie koncertu, który zagraliśmy w trzydziestoosobowym składzie, składającym się głównie z młodzieży gimnazjalno-licealnej. Jeśli wejdziesz w taką przestrzeń, to rozumiesz że np. narkotyki nie mają sensu, bo lepszy efekt masz na zawołanie i to bez skutków ubocznych. Leszek Możdżer określa muzykę jako najwyższą duchową praktykę- jeśli się w nią wnika, to nie potrzeba niczego więcej.

Wczoraj o 23 poczułem impuls, żeby pójść pograć na ulicy. Wziąłem swojego steelharpa i przez pół godziny na poznańskim deptaku grałem w medytacyjnym stanie. Miałem zamknięte oczy i jak je otworzyłem okazało się, że stoi trochę osób, które słuchają tych kojących dźwięków. Dwójka Niemców zasugerowała, żebym poszedł grać na Rynek, to więcej zarobię. Odpowiedziałem im po niemiecku, że to nie moja praca, tylko wieczorna medytacja 🙂

m

michalgrzeskowiak.pl: Już mi się nie chce

W rozmowach coachingowych i mentoringowych bardzo często zachęcam osoby z którymi pracuję do zauważania jakich słów dokładnie używają. Jakie słowa pojawiają się często w ich codziennym języku? Jakie pojawiają się nawet kilkadziesiąt razy na godzinę? Jaki wydźwięk mają te słowa po kątem uczuć jakie generują? Czy są agresywne, negatywne, neutralne, nudne, fascynujące? Czy są w ogóle nasze czy używamy ich, bo wchłonęliśmy ich używanie jak gąbka, z naszego otoczenia?

Jeśli jesteś gadułą, to będzie ci trudniej, ale i tak zachęcam do nagrania audio jednego klasycznego dnia w twoim wykonaniu. A później odsłuchania i analizy. Jako, że wiem że tego prawdopodobnie nie zrobisz, to zachęcam do czegoś dużo łatwiejszego w wykonaniu- do zatrzymywania się kilka razy dziennie od razu, gdy coś powiesz. Do takiego zatrzymania, przy którym zobaczysz jak mówisz, a przez to jak… tworzysz swoje życie.

Jesteśmy systemem naczyń połączonych i język jest jednym z tych naczyń. Słowa niosą ze sobą ładunek emocjonalny. Dlatego tak bardzo kocham inne języki europejskie, bo dają mi dostęp do szerszej gamy ludzkich emocji.

Dzisiaj miałem bardzo mało produktywny dzień, a że jest lipiec i zaplanowałem sobie przez cały miesiąc codziennie realizować małe wyzwania, to tym bardziej byłem na siebie zły, że straciłem sporo czasu. Było dzisiaj gorąco plus ostatnio dużo trenuję siłowo, więc przez to byłem dzisiaj bardziej zmęczony. I patrzę tak na to co zaplanowałem sobie zrobić i mówię: “Już mi się nie chcę”. I tu znalazłem dla siebie obszar do powyższego ćwiczenia.

“Już mi się nie chce”.

Moje “się” jest zmęczone, a przez to nie chce pracować. Ale ja chcę pracować. Chcę nagrać video, napisać artykuł i wysłać ofertę na maila. Ale mi “się” nie chce.

Może to śmieszne, ale ja naprawdę rozmawiam w ten sposób. Z ciekawością patrzę na to jak podświadomość układa moje słowa, żeby coś zakomunikować. I jeśli znajdę tego typu strukturę jako sposób rozumowania mojego umysłu, to będę w stanie coś z tym zrobić.

Czego potrzebuje “się”, żebym mógł pracować tak jak sobie zaplanowałem? Potrzebuje odpocząć. I to jest prawdziwa potrzeba, więc realizuję ją poprzez półgodzinną drzemkę. W ten sposób wystarczająco odbudowuję swój dzienny zapas siły woli, żeby spokojnie popracować wieczorem. I dzień jednak nie jest stracony 🙂

“Się” nie chciało- obserwacja tego sformułowania dała mi jasne rozwiązanie. I bardzo często sama obserwacja języka jakiego używasz, automatycznie zmieni coś w naturalny sposób.

Może przestaniesz używać słowa “trudny” w co trzecim zdaniu.

Może zamiast marnej wymówki: “nie mam czasu” po prostu dasz sobie prawo do tego, żeby z czegoś z czystym sumieniem zrezygnować, bo to nie jest dla ciebie ważne.

Może mówiąc w głowie: “nie lubię siebie” zastanowisz się czym jest to “siebie”.

A może stwierdzisz, że wypowiadanie pewnych słów po prostu sprawia ci dziką przyjemność i potrafisz się tym bawić.

Nieustannie mnie to fascynuje.

m

michalgrzeskowiak.pl: Planowane nieplanowanie

Jestem właśnie w Krakowie wśród osób, które dopiero co poznałem. Rozmawiamy o wszystkim. Od tematów jedzenia, przez wystąpienia publiczne, aż do otwartości i szczerości w sytuacjach społecznych. Pijemy świeżą, aromatyczną, czarną kawę i słuchamy winylowych płyt. Nie planowałem tego.

Jestem po tygodniu, który był pełen pasjonujących wydarzeń i pracy, której nie odczuwam jako pracy. Prowadziłem warsztaty, coachingi, wystąpienia, grałem koncerty z zespołem, chodziłem na treningi. I ta ilość wcale nie jest ciężka, a tylko pokazuje mi jak bardzo warto się rozwijać, że można swobodnie funkcjonować w taki sposób. Bez spiny.

Uważam, że równie ważne jak planowanie jest odpuszczanie planu. Ale regularnie stosuję też planowanie… nieplanowania. Takiej przestrzeni, która nie pochodzi z przeszłości i intelektu, ale po prostu chwila po chwili sama się rodzi. I zawsze jest świeża, aktualna, zaskakująca. Pełna zgody na to co jest, zadziwienia prostymi zwrotami akcji, otwartości na to że decyzje podejmują się same. Planuję swobodne przestrzenie, w których odpuszczam całkowicie wszelką kontrolę.

Planowanie zbyt dużo i w zbyt wielu szczegółach nie sprawdza się w moim przypadku. Czy też kiedyś tak miałeś? Niby funkcjonuję, ale starając się pamiętać o wszystkim i kontrolować każdy krok, wprowadzam niepotrzebną presję. Więc testuję różne rozwiązania i okazuje się, że nieważne czy planuję czy nie planuję, to i tak osiągam porównywalne wyniki. Jednak gdy nie planuję, to zyskuję coś jeszcze- większą obecność i zadowolenie.

Jednocześnie lubię planowanie i wiem że jest ono konieczne, szczególnie w biznesie. Sam proces planowania jest niezwykle potrzebny. Ale o wiele łatwiej jest mi wykorzystywać metaforyczny kompas zamiast dokładnej mapy. Znam kierunek, wiem czego chcę i co czuję, więc otwieram się na podróż. Zazwyczaj wydarzy się coś niespodziewanego, więc znacznie skuteczniejsze i jednocześnie przyjemniejsze będzie podejście elastyczne, zamiast planowania piętnastu zapasowych scenariuszy. Plan A i B jest super, ale jeśli w swoich próbach kontroli powoli dochodzimy do końca alfabetu, to może jednak czas odpuścić.

Bardzo Cię zachęcam do planowania nieplanowania. Zaczynając może od dwóch godzin bez żadnego planu. Co się wydarzy?

Najlepsze wspomnienia jakie mam w swoim życiu, to doświadczenia, których wcale nie planowałem. Po prostu wydarzyły się one „przy okazji” tego co zaplanowałem.

Innego dnia, w niedzielę przed 7 rano, budzi mnie telefon dobrego przyjaciela, który mówi że będzie za 15 minut. Idziemy nad rzekę i… pijemy zimne piwo, patrząc na najstarszą katedrę w Polsce i wschodzące obok niej słońce. Bo koleżka wymyślił sobie, że chce porobić zdjęcia wschodu słońca. Nie planowałem tego. I intelektualnie mógłbym nawet pomyśleć, że picia piwa o 7 rano nie jest dla mnie. Ale właśnie w tej chwili, w tym miejscu, w tych okolicznościach- jest dla mnie. Nie planowałem tego, ale jednak czuję, że to najwłaściwsza rzecz, jaka może się teraz wydarzać.

michalgrzeskowiak.pl: Moje 3 nawyki- filary

Jedna trzecia do połowy naszych działań jest nawykowa. Oznacza to pewnego rodzaju autopilota, a więc wszystko to, co robimy (i myślimy) bez potrzeby pamiętania o tym, bycia zmotywowanym do tego, czy zastanawiania się czy i jak powinniśmy to robić. I tego typu drobnych nawyków, które wydarzają się tak czy tak każdego dnia jest bardzo dużo- setki, a może i tysiące drobnych schematów, poza naszą świadomą kontrolą.

Możemy jednak każdy z tych nawyków “nadpisać” jeśli jesteśmy go świadomi. Na przykład zamiast mycia zębów prawą ręką możemy to zrobić lewą. Następnego dnia nie pamiętając o tym, znowu weźmiemy szczoteczkę do prawej dłoni. Jeśli chcemy zmienić to na stałe, to potrzebujemy wielu powtórzeń, żeby nawyk się zautomatyzował. I po jakimś czasie możemy myć zęby na autopilocie lewą ręką.

Nawyk to więc pewne “ustawienie domyślne”, coś jak strona startowa w przeglądarce.  To czy myjemy zęby prawą czy lewą dłonią nie ma prawdopodobnie żadnego wpływu na jakość naszego życia. Ale już to czy wieczorami idziemy wypić trzy piwa czy idziemy biegać, kumuluje się z czasem w bardzo wyraźny sposób.

Wszyscy mamy setki drobnych nawyków, ale istnieją też takie, które śmiało można nazwać nawykami- filarami. Filar jest duży, mocny i podtrzymuje wiele innych elementów. Taki filar dłużej się buduje, ale też ma on większy wpływ na cały system. Filary są tak potężne nie tylko przez to, że mają wiele korzyści, ale też dlatego że naturalnie wpływają na domyślne istnienie wielu mniejszych nawyków, które są jakby ich naturalnym przedłużeniem.

Moje 3 nawyki-filary to:

1. Ćwiczenia

Przez kilka lat biegałem długie dystanse, a obecnie ćwiczę nie tylko wytrwałość, ale też siłę i zwinność. Polubiłem np. siłownię, mimo że wcześniej źle mi się kojarzyła. Silne ciało bardzo dobrze wpływa na samopoczucie, stabilność, zbalansowanie. Regularne treningi kształtują charakter (szczególnie ostatnie momenty ćwiczeń, gdy trzeba wykrzesać z siebie siły, o których wcześniej być może nawet nie wiedzieliśmy), a po czasie świetnie wpływają też na wygląd.

Ważne, żeby stały się na trwałe częścią stylu życia. Tak, żeby trening był naturalny i był wręcz postrzegany jako nagroda (endorfiny na koniec treningu i tak są świetną nagrodą). Mam więcej energii, śpię lepiej, czuję się lepiej. A jak ten filar wpływa na inne nawyki? Przede wszystkim naturalnie skłania w stronę zdrowszego jedzenia, a to już olbrzymia korzyść. Ponadto sprowadza z głowy do ciała.

Jesteśmy w dzisiejszych czasach za bardzo w naszych głowach- za dużo myślimy i analizujemy. Wszystko co robisz z ciałem, które zawsze jest w teraźniejszości, czy to joga, streching, bieganie, siłownia czy rower, bardzo dobrze czyści umysł.

A co jeśli jesteś naprawdę zmęczony i nie masz czasu na ćwiczenia? Po prostu zrób przysiady. Tyle ile możesz. W 3 minuty dasz swojemu ciału i umysłowi piękny prezent.

2. Czytanie

Przeczytanie trzech kluczowych książek z danej dziedziny zajmuje maksymalnie dwa tygodnie, a może nam zaoszczędzić wielu lat poszukiwania rozwiązań na własną rękę. Wielu ludzi poradziło sobie z problemami, które mamy i napisało o tym w książce. Po co więc wyważać otwarte drzwi? Przecież mamy bardzo podobne doświadczenia i jest duża szansa, że znajdziemy bezcenną wiedzę, inwestując może 30-40 złotych.  To czysty zysk.

Czytam głównie ebooki, głównie po angielsku, około 30 minut codzienne przy porannej kawie. Raczej nigdy nie czytam więcej niż godzinę dziennie. Dzięki temu wiem, że wybieram tylko ważne książki i artykuły oraz że nie uciekam od życia, chowając się za książkami. Bo czytam po to, żeby doświadczać i testować na sobie mądrość autorów. Zazwyczaj z jednej książki mam dwie, trzy strony notatek w postaci rysunków, cytatów, szkiców.

Czytanie wpływa na sprawny umysł, bogatsze słownictwo, metafory i przykłady, praktyczne rozwiązania, głębsze zrozumienie tematu, elokwencję, inteligencję.

3. Medytacja

Medytacja to obecność, obserwowanie bez oceny, bycie. Nawet 10-15 minut dziennie zmienia doświadczanie. Zazwyczaj zaczynam od kilku głębszych oddechów, po czym zamykam oczy i uświadamiam sobie jaki jest mój generalny nastrój. Czy jest jakaś emocja, która w tym momencie szczególnie się wyróżnia? Co się dzieje? Następnie skanuję uwagą całe ciało, a później skupiam się tylko na oddechu. Jestem świadkiem: wdech, wydech, wdech, wydech. Gdy pojawia się nieprzyjemna myśl, to nie walczę z nią. Gdy pojawia się przyjemna myśl, nie przywiązuję się do niej. Czasami wychodzi to lepiej, czasami gorzej. Na końcu pozwalam umysłowi robić co chce- podążyć za każdą możliwą myślą. I paradoksalnie właśnie wtedy mam najspokojniejszy umysł, bo przez zezwolenie odpuszczam cały opór.

Medytacja, w jakiejkolwiek formie, sprzyja jakościowemu myśleniu, podejmowaniu lepszych decyzji, wychodzeniu poza reagowanie jak robot. Tworzy przestrzeń do spokojnego i radosnego działania i po prostu bycia.

Na jakich filarach Ty opierasz swój dzień?

m

michalgrzeskowiak.pl: Dwa rodzaje perfekcjonizmu

Są takie słowa, które gdy się pojawiają, to wiem że coś się dzieje. Mówiąc najkrócej- ktoś zaczyna ściemniać.

Pierwsze z takich słów to “talent”. Zauważyłem, że nie używają go ludzie, którzy są w czymś dobrzy. Raczej nie spotykam osób mówiących: “No (i tutaj zarzucenie grzywką) ja po prostu mam do tego talent”. Częściej są oni pokorni i twierdzą, że to po prostu kwestia pasji i treningu. Za to słowa “talent” bardzo ochoczo używamy w kontekście negatywnym. I słyszałem to setki razy od ludzi, którzy nie radzili sobie z nauką języków. “Nie mam talentu do języków” brzmi przepięknie w ich ustach. No a dodatkowo wydają się bardzo szczęśliwi, mając tak mocny argument 🙂 Dlatego jeśli słyszę gdzieś o talencie to mówię, że ta waluta już nie obowiązuje.

Drugie z takich słów, a jednocześnie główny bohater tego wpisu: “perfekcjonizm”. Pięknie się nazywa. Perfekcyjnie można by rzec. To już zaawansowany argument. Tylko że perfekcjonizm to po pierwsze żart, a po drugie bardzo rzadkie zjawisko.

Dlaczego żart? Bo jest używany najczęściej przez tych z nas, którzy perfekcjonizmem tłumaczą swój… brak działania.

Dlaczego rzadkie zjawisko? Bo aktywnych perfekcjonistów spotkałem w swoim życiu bardzo mało.

A więc pierwszy rodzaj perfekcjonizmu to perfekcjonizm bierny. Polega on na tym, że przekonujemy siebie o braku gotowości, żeby coś zrobić. Dopiero gdy dopracujemy to w najmniejszych szczegółach, przemyślimy tysiąc razy, pozmieniamy, poszlifujemy, przygotujemy- dopiero wtedy będzie czas, żeby pokazać coś światu. Tylko, że wszystkie te czynności dopieszczania swojego dzieła, produktu, umiejętności mogą trwać bez końca. Zawsze można coś zrobić lepiej. Poza tym chcemy zacząć od razu z wysokiej półki. I tak mydlimy sobie oczy, bo nie potrafimy się przyznać przed sobą, że jesteśmy tchórzami.

Perfekcjonizm bierny to żaden perfekcjonizm. To zwykły lęk. Lęk przed zrobieniem czegoś słabo na początku, przed niepowodzeniem, przed odmową. A jak mówi jeden z moich mentorów- większość z nas od dziecka zamienia odmowę na odrzucenie. Ten lęk jest potęgowany zupełnie nierealistycznym oczekiwaniem sukcesu od razu i zawsze. Ideałem tego, że nam wyjdzie, pójdzie po naszej myśli, pokochają nas. I przywiązanie do tego idealnego scenariusza wlewa w nas litry lęku, który nie pozwala na swobodną ekspresję.

Czyż nie tego doświadczają artyści i pisarze, którzy się blokują? Jak radzą sobie z tym najlepsi? Stephen King pisze codziennie rano dwa i pół tysiąca słów. To sporo pisania. Myślisz, że wszystko co pisze, trafia do jego książek? Absolutnie nie. Oznacza to, że większość z tego co pisze jest gorszej jakości, a on jest po prostu gotowy na to, żeby tworzyć bez oczekiwań. Pisanie gorszych tekstów jest integralną częścią jego pracy. Bez nich nie byłoby jego światowych bestsellerów.

Omiń ten strach wdzięcznością, że możesz stworzyć cokolwiek. Napisz słaby tekst, nie musisz go nikomu pokazywać, ale napisz go bez żadnych oczekiwań. Zrób rysunek, ułóż piosenkę, wymyśl coś. Daj z siebie wszystko, ale nie staraj się być perfekcyjny.

Perfekcjonizm czynny jest z kolei tak rzadki nie przez lęk, ale przez wygodę. Wygodę przeciętnego poziomu. Bo ten poziom wystarcza. Na pewno nie boli. Przynajmniej nie od razu. Z czasem jednak zaczyna nas delikatnie boleć, a kumulowany przez lata tworzy frustrację. Frustrację przeciętności. I wcale nie chodzi o porównanie do innych, ale o uczciwość w stosunku do własnego potencjału.

Czy perfekcjonizm czynny jest idealny? Absolutnie nie. Steve Jobs rzeczywiście tworzył genialne produkty, ale też miał w sobie niezdrową obsesję i źle traktował ludzi, którzy odbiegali od jego idealnej wizji.

Zdaję sobie sprawę, że to niewygodny wpis. Wiesz co? Ja też jestem tchórzem. I też ściemniam, ubierając swój lęk w piękne argumenty. Wszyscy to robimy. Ale możemy tego robić mniej. Możemy tego nie wypierać. Możemy być obecni.

m

michalgrzeskowiak.pl: Omnia mea mecum porto

Nie powiem Ci od razu co oznacza to zdanie po łacinie. Powiem Ci za to gdzie je znalazłem. Było to jakiś czas temu gdy oglądałem dokument o ekstremalnym minimaliście, który żyje niezwykle skromnie, właściwie poza systemem. Nie ma nawet łóżka, a najdroższą rzeczą jaką posiada jest laptop, którego i tak używa rzadko i to głównie do pisania książki.

Zdanie o którym mowa jest pewnego rodzaju wyznacznikiem jego życia i dzięki takiemu życiu czuje się bogaty. Nie ma prawie wcale rzeczy materialnych, nie robi kariery i nie szuka dużych pieniędzy. A czuje się bogaty i szczęśliwy. Dlaczego? Zaraz się dowiesz.

Często zdarza mi się otwierać szkolenie tym zdaniem, żeby nakreślić szersze ramy tego co się na nim wydarza. Bo wydarza się wiele, niezależnie od tego czy pracujemy nad wystąpieniami publicznymi, wielojęzycznością czy samodyscypliną. Wszystkie one mają jakiś element wspólny, który jest dla mnie niesamowicie atrakcyjny. I który sprawia, że podchodzimy do nauki umiejętności zupełnie inaczej.

Już wiesz co oznacza to zdanie? No dobrze powiem:

Omnia = wszystko

Mea = moje

Mecum = ze mną

Porto = noszę

“Wszystko co należy do mnie noszę ze sobą”.

Czyli twoje jest tylko to co zdołasz upchać do głębokich kieszeni i plecaka, tak? Bo tylko tyle jesteś w stanie ze sobą nosić.

Z materialnych rzeczy tak. Ale do mentalnej kieszeni i do duchowego plecaka możesz dokładać bez końca. I to bez ryzyka, że ktokolwiek, kiedykolwiek zabierze ci te bogactwa, tak jak można komuś zabrać telefon, laptopa czy rower.

Prawdziwy przekaz tego zdania to inwestowanie w bogactwo, które jest prawdziwe i nigdy niezagrożone.

Przypuśćmy, że dostajesz takie wyzwanie: Zostajesz wywieziony do losowego kraju, bez żadnego bagażu i bez żadnych pieniędzy. Nie możesz też zwrócić się do rodziny ani znajomych, żeby przysłali ci pieniądze. Jak sobie radzisz?

Odpowiedź brzmi: im więcej prawdziwego majątku nosisz w sobie, tym większy spokój wewnętrzny. Wynika on z tego, że masz dużo możliwości, a przez to dużo wartości dla innych. Wiesz, że wszystko będzie dobrze. Jak nie wierzysz, to spytaj mojego znajomego Briana, który przejechał całą Japonię na rowerze.

Kilka sugestii na mentalne i duchowe kieszenie? Bardzo proszę!

Praktyczne umiejętności:

– języki obce

– wystąpienia publiczne

– gra na instrumencie

Życiowe kompetencje (prawdopodobnie najważniejsze trzy, szczególnie w biznesie):

– radzenie sobie z odmową

– powrót na nogi po kryzysie

– skuteczna komunikacja

Duchowy plecak:

– samoakceptacja

– obecność

– wdzięczność

Pakuj więc kieszenie, plecaki i torby. Ale te właściwe. A wtedy ubóstwo nie ma szans się pojawić.

Omnia mea mecum porto!

m 🙂

michalgrzeskowiak.pl: Czego nauczyły mnie wystąpienia publiczne

Podczas studiów prawniczych nie miałem ani jednej prezentacji publicznej. Było mi to bardzo na rękę, bo wtedy na samą myśl o wyjściu przed grupę ludzi i mówieniu do nich robiło mi się słabo. Jeśli zdarzały się ćwiczenia, na których profesor przepytywał jakąś osobę przed grupą, to mój ściśnięty żołądek, zaciśnięte gardło i przyciśnięta pamięć nie pozwoliłyby mi swobodnie odpowiedzieć. Więc bywało, że stresowałem się każdego tygodnia, a największą nagrodą była dla mnie ulga, gdy zajęcia dobiegały końca, a mi udało się uniknąć kompromitacji. A ulga jako element mechanizmu tylko zapętla problem- jest pseudo-nagrodą, a nie rozwiązaniem.

Będąc w liceum na konferencji dotyczącej Unii Europejskiej osoby w moim wieku zabierały głos. Patrzyłem na to jak na marzenie, które chciałem żeby się ziściło. Bolało mnie gdy widziałem, że mam wystarczająco wiedzy i przemyśleń, ale nie mam śmiałości, żeby się nimi podzielić, żeby wyrazić swoje zdanie w swobodny sposób, albo powiedzieć coś co będzie ważne, zrozumiane, zapamiętane.

Bardzo długo wierzyłem, że to naprawdę nie dla mnie. A skoro tak, to nie próbowałem. A skoro nie próbowałem, to miałem dowód, że to nie dla mnie.

I tu był duży konflikt, bo czuję się edukatorem, a pracując tylko indywidualnie bardzo się ograniczałem. Więc przyszedł czas na spojrzenie w oczy smoka, który bardzo szybko okazał się dziecięcym smoczkiem. Szczegóły poniżej.

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy byłem na scenie ponad sto razy. Nauczyłem się więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Między innymi:

1. Zejście na ziemię i poznanie algorytmów. Pamiętam moje pierwsze skojarzenie ze sceną jako z miejscem niezwykle poważnym, gdzie wygłasza się rzeczy majestatyczne, patetyczne i wzniosłe. Przez to wychodząc na nią miałem tendencję do blokowania w sobie dostępu do rzeczy po prostu logicznych oraz lekkich i humorystycznych. Dopiero po czasie nauczyłem się balansować te rodzaje przekazu i zrozumiałem, że nie każde wystąpienie ma za zadanie robić życiową rewolucję w społeczeństwie. Zbyt duża dawka wzniosłości nie jest już wzniosłością, tylko uczuciem ciężkości. Trzeba zejść na ziemię, jeśli chce się czasami wzbić w górę. Wystąpienia publiczne to umiejętność, podobnie jak jazda na rowerze, mówienie po angielsku czy gra na gitarze. Miliony osób już to zrobiło, a przez to można wyciągnąć z ich doświadczeń całe zestawy kroków- podobnie jak chwyty gitarowe, czasy gramatyczne czy balansowanie ciałem. Poznanie konkretnych algorytmów- przygotowania, porządkowania i prezentowania- sprawiło, że bardzo szybko argument o szczególnych zdolnościach potrzebnych do tej umiejętności stał się nieaktualny.

2. Prostota i zwięzłość. Szczególnie praktyka w klubach Toastmasters nauczyła mnie szanowania słów i stawiania na jakość. Przez odpowiednie limity czasowe trzeba tak ułożyć swoją wypowiedź, żeby zmieścić kluczowe elementy i odrzucić wszystko to co normalnie jest ewidentnie przegadane. Przez to obecnie bardzo przeszkadza mi paplanina i bardzo cenię sobie zwięzłość. Może przez to nie jestem już tak miły w rozmowach, bo często przerywam i pytam: “jakie jest przesłanie”, “co konkretnie”, “jak przedstawisz to w 10 słowach”, “bez szczegółów- jaki jest z tego wniosek”, itd, ale uważam to za dobrą cechę. Absolutnie uwielbiam małą ilość słów. Uważam, że można nimi wyrazić dużo więcej niż paplaniną. Gdy jeszcze wesprzemy to mądrze zastosowaną pauzą, to nadajemy swojemu przekazowi większej wagi.

3. Swoboda tworzenia. Oprócz występowania wspaniałą przygodą jest dla mnie burza mózgów przed wystąpieniami. Dużą frajdę sprawia mi możliwość stworzenia czegoś swojego, ułożenia w jakiś model, akronim albo hasło. Mam na ścianie dużą przestrzeń na której mogę rysować i wypisywać wszystkie pomysły, a dodatkowo mam cztery notatniki i około pięćdziesięciu różnych kartek, porozrzucanych po pokoju. Lubię bawić się słowami, określaniem zmysłów, emocjonalnością. Nawet o prostej rzeczy można opowiedzieć w bardzo atrakcyjny sposób. Dzięki wystąpieniom przypomniałem sobie, że praca twórcza może być genialną zabawą. I najczęściej dopiero gdy jest zabawą, to ma świetną jakość.

4. Poznawanie siebie. Relacje są naszym lustrem, a grupa osób przed nami jest… bardzo dużym lustrem. Dlatego tak często na początku odczuwamy dużą tremę przed wystąpieniami. Wyparte cienie wychodzą z większą siłą, umysł produkuje mechanizmy obronne przed wyobrażonym zagrożeniem, a ciało podążą za nimi spinając się, trzęsąc i pocąc. I tak jak lekko podwyższony poziom adrenaliny jest zupełnie naturalny, to paraliż sceniczny już nie. Najważniejsze obszary siebie, nad którymi możemy tutaj pracować, to:

– zmniejszenie rozdźwięku między tym jacy jesteśmy na co dzień (i jak normalnie do siebie mówimy), a tym jak występujemy na scenie (krótko mówiąc dążenie do bycia jak najbardziej sobą, zamiast starania się odgrywania roli),

– porzucenie oczekiwań, że spodobamy się wszystkim (budowanie otwartości na każdą możliwą reakcję publiki- zachwyt, ignorancję, krytykę)

Obydwa elementy są procesem, który odzwierciedla aktualny poziom samopoznania i samoakceptacji. Dlatego dla mnie wystąpienia publiczne to jedno ze skuteczniejszych narzędzi rozwoju osobistego, bo zmusza mnie do całościowej pracy nad sobą.

5. Zarabianie pieniędzy. Wystąpienia to znakomita szansa na skok w karierze i to nie tylko w zawodzie trenera i mówcy. To umiejętność, która otwiera wiele drzwi- lepsza komunikacja na co dzień (zarówno mówiona jak i pisana), możliwość prowadzenia eventów wszelkiego rodzaju, docieranie do większej ilości osób skutecznymi prezentacjami. Trener i mówca mnoży swój czas, bo zwraca się do wielu osób jednocześnie. a przez to może zarabiać więcej, bo wartość, którą dostarcza też jest mnożona. Zarobienie w jeden weekend średniej krajowej jest absolutnie realistyczne (inwestując oczywiście w branding, networking, marketing).

6. Zmagania z pokorą. Kilka razy przejechałem się na zbytniej pewności, że świetnie mi pójdzie- przygotowanie ograniczając do minimum, licząc na to że będąc w odpowiednim stanie, słowa same będą płynęły. Ale jakiś spadek energii, rozproszenie, lekki chaos sprawiły, że zamiast płynięcia było szorowanie po betonie- nic się nie kleiło. Bardzo szybko dostaję lekcje pokory, bo oczywiście po bardzo udanym wystąpieniu, wydaje mi się że już jestem mistrzem. A potem spotykam prawdziwego mistrza i okazuje się, że miałem rację- w sensie: tylko mi się wydawało 🙂 Duża grupa przed nami to silna energia. Jeśli sto czy dwieście osób słucha ciebie z uwagą, to ego już czyha na to, żeby uchwycić się przekonania o własnej wyjątkowości. A to pierwszy krok do ryzyka narcyzmu, czyli do wyszukanej formy problemów z poczuciem własnej wartości. Może też powstać presja, gdy jesteśmy uznawani za dobrych, to przywiązując się do takiej myśli, zaczyna nas ogarniać lęk przed gorszym występem. I często tak bardzo chcemy dobrze wypaść, że to chcenie nas całkowicie zjada. Cały czas uczę się sztuki odpuszczania presji i oczekiwań. Czasami mi wychodzi. Czasami nie.

7. Moc inspirowania. Nie za bardzo wierzę w motywowanie innych, bo motywacja pochodzi ze zrozumienia czegoś w sobie, a nie z obejrzenia filmiku czy mowy. Za to bardzo bliska jest mi inspiracja, która jest jak niedyrektywna i nieagresywna forma pozytywnego wpływania na innych. Jest skuteczna tylko jeśli pada na podatny grunt- czyli na osobę, która jest na coś gotowa. To czy grunt jest podatny czy nie, nie zależy ode mnie. Ja po prostu robię swoje. I mimo że nie mam bezpośredniego wpływu na czyjąś zmianę, to za każdym razem gdy widzę ją u kogoś, kto skorzystał na mojej historii, metaforze czy narzędziu, to ogarnia mnie wdzięczność.

Lekcji jest dużo więcej, a to dopiero początek.

Pozdrawia pilny uczeń Arystotelesa 🙂



all posts



2018
Lipiec
3Po Co Nam Edukacja
Czerwiec
11Bezbłędny Projektor
5Test Bogactwa
Maj
23Co Jest Toksyczne
4To Nie Życie Jest Ciężkie
1Smak Inny Niż Wszystkie
Kwiecień
29Chcąc Szczęścia Oddalam Się Od Niego
4Prawdziwy Autorytet


2017
Listopad
26Pierwszy Krok Odwagi


2016
Wrzesień
20Wodospady
Lipiec
21Co Zmieniłbyś W Swoim Ciele?
11Spotykanie Się Ze Sobą
Marzec
10Porażka Odmowa Depresja Wkurwienie
33 Pytania Których Niestety Nie Zadajesz
Styczeń
26Spróbuj Tego Zamiast Ustalania Celów
5Zamiast Wybierać Zawód Zadaj To Pytanie


2015
Grudzień
2Jesteś Jak Krowa czy Bizon?
Październik
76 Korzyści z Własnej Grupy MasterMind
Wrzesień
12Nie trzeba posiadać żeby doświadczać
Lipiec
6Jak budować spokój wewnętrzny
3Osadzenie w naturalnej kreatywności
1Już mi się nie chce
Czerwiec
8Planowane nieplanowanie
3Moje 3 nawyki- filary
Maj
25Dwa rodzaje perfekcjonizmu
21Omnia mea mecum porto
Marzec
6Czego nauczyły mnie wystąpienia publiczne
Luty
16Nieważne co praktykujesz
Styczeń
1Trzy Słowa Roku


2014
Grudzień
31Lekcje z sukcesów i porażek 2014
29“Kwestionuj wszystko”- czyli co wkrada się tylnymi drzwiami
28Wspólny element treningu, wdzięczności i problemów
28Gdy zmiana jest trudna
26Trzy poziomy komunikacji
24Presja perfekcyjnej pasji przeczy Pasji
23Sposób opowiadania czyli sposób życia
22Życiówka zamiast presji życiówek
21Jak zachowywać jasny umysł
20Banalna prostota sukcesu
19Rozwojowe- nierozwojowe
18Dyscyplina najwyższą formą wolności?
17Mój mentor mnie wkurza
17Prawdziwe CV
16Dwa rodzaje zmęczenia
14Minimalizm czyli optymalizm
13Odłączyć się, żeby włączyć Życie
12Ponabijać się z siebie
11Motyw przewodni
10Dziennik mocy
9Rytuały zamiast rutyny
9Świętować bez poczucia winy
7Mój Osobisty Słownik Transformacyjny (MOST)
7Jak zatrzymać magię momentu
5Wędrówka po siedmiu planetach
4Po prostu bądź ze sobą szczery
3Chwasty to powód do radości
2Opresja. Depresja. Progresja.
Sierpień
32 razy więcej mięśni w 7 dni
3Nie piszę, bo doświadczam
Maj
11Mogłem to zrobić lepiej
9Co dało mi 5 lat rozwoju osobistego
6Ile waży ciężka sytuacja?
6Algorytmy plus serce


2013
Grudzień
5Syndrom zimnej herbaty
Listopad
1610 dni życia jak mnich- tortura czy wyzwolenie?
1227 lekcji na 27. urodziny
Czerwiec
6Cały pakiet albo nic
5Z wizytą u siebie
5Kupowanie i mnożenie szczęścia
Kwiecień
26Technika jednego piwka
26Zakaz zakazów czyli nie czytaj tego!
26Autoterapia zwana bieganiem
26Jak pozbyć się przywiązania do racji
26Technika na zyskiwanie spokoju
26Niepokorna pokora
26Kiedy w końcu będziesz OK
Marzec
7Bądź Piękny
7ABC Procesu Coachingowego
7Jak odłożyć broń
Luty
15Jestem na diecie
15Istota i dodatki
143 Triki Oszczędzające Pieniądze


2012
Listopad
30Wzmacniać to, co dobre
30Spojrzenie odwiedzającego
29Mocne fundamenty szczęścia
29Chcę tu być
28“Nie zasługuję na szczęście”
19Masz rację
19Daj im się wygadać
19Wyprowadź je na spacer
19Sztuka realizowania marzeń
14Jak nie ominąć niczego ważnego w życiu
7Jak zarządzać swoją złością
5Podwójne zwycięstwa
5Jak nigdy więcej nie być wyśmianym
Październik
30Pełny ekran na monitorze życiowym
30Drugi maraton … czyli jak zyskiwać energię
16Drugi maraton … czyli jak radzić sobie z bólem
16Drugi maraton … czyli zmiana systemu motywacyjnego
Sierpień
24Trzy języki, które warto znać
23Egzamin na prawo jazdy
23Jestem amatorem
19Doświadczać, tworzyć, dzielić się
15Za późno, nie dam rady …
11Jasna i ciemna strona planowania
11Witaj Człowieku!
Lipiec
11Bycie Nauczycielem
Czerwiec
20RazDwaTrzy Teraz
15Nie wyobrażam sobie
3Ultra lekkie – Pełne Życie
3Wegańska przygoda przez 30 dni
Maj
20Nawyki behawioralne i mentalne
3SURF’owanie i HOST’owanie
3Obejmowanie strachu
Marzec
31Wytrwałość i odporność
30Ekstremalne szczęście? Nie, dziękuję!
30Ile mam lat?
29Zdrowe finanse
29Czy jesteś trochę w ciąży?
12Właściwa kolejność
6Wszystko za darmo czy nic za darmo?
Luty
20Spotkanie z zimnem
11Moi Mentorzy
6Zdrowa Dawka Trucizny
Styczeń
13Jak Bieganie uczy mnie Życia
10Gdy przez długi czas nie patrzę na zegarek …
10Powinienem być inny
10Oczyszczenie wielopoziomowe


2011
Grudzień
17Matematyka Szczęścia
Listopad
9Sto Procent Prawdy
Październik
17Maraton i jego Zakręty
Wrzesień
8Jak powiedzieć nie, aby powiedzieć TAK
Sierpień
410 korzyści ze znajomości języków (nie)obcych
Czerwiec
11Jak zostać Coachem w 5 minut
7SUPERPRODUKTYWNOŚĆ w 3 prostych krokach
2GREAT DREAM- 10 kluczy szczęśliwszego Życia
Kwiecień
29Co Cię naprawdę powstrzymuje?
Marzec
10Potęga interdyscyplinarności
10Zapraszam na szkolenie
10Ja- spółka z ogromną odpowiedzialnością
Luty
17Muzyka jest medytacją
6Szanuj swoje słowo
Styczeń
25Prawdziwa Akceptacja
25Człowiek pośrodku
25Przewrót w przód


2010
Grudzień
21„Po co”- odkryj trybiki w machinie zachcianek
16Głębia Życia
Październik
31Przejawiająca się Radość
18Dziękuję za krytykę
12Miłość to nie kontrakt
12Czy warto mieć rację?
Wrzesień
1“Szczęście” bycia ofiarą
Sierpień
20Zasoby, koszty, inwestycje
Lipiec
23Ulga to nie Radość
18Na ile pomoc jest pomocą?
2Paradoks wyboru a Szczęście
Maj
28Czy to jest zgodne z prawdą?
21Klatka iluzji posiadania. Otwórz ją!
Kwiecień
19Ile pieniędzy potrzebujesz?
16Jesteś podróżnikiem czy turystą?
6Brzydki stół, brzydki stół !!!
Marzec
24Nieznane- fascynuje czy przeraża?
22Fenomen alkoholu
16Wyrzuć to z siebie !!!
Luty
19Myśli dzielą dźwięk na dwa
Styczeń
27Narkotyk gorszy od heroiny
20W czym się kąpiesz?
10Jak reagujesz na słowo NAUKA?


2009
Grudzień
20Radość jest sukcesem!
Listopad
22O nieporównywalnym
9Uśmiech- najkrótsza droga do drugiego człowieka.
Październik
23Nie miej nadziei przyjacielu, decyduj!
18Wolność jest wewnątrz!
Wrzesień
24Książka- przyjaciel, który nigdy nie zdradzi.
8Pułapka perfekcjonizmu
Sierpień
12Starzeć się nie „doroślejąc”
5‘DOŚWIADCZAĆ’ jest wszystkim!
Lipiec
21Idź swoją drogą
15Dystans i przypisywanie znaczenia (prezentacja cz.2)
7Przyjemność, flow i misja
2Rozkosz bycia nie-poważnym
Czerwiec
20Liczy się podróż
9(Nie)osiągalna teraźniejszość
Maj
30Jaka jest twoja muzyka życia?
22Dwie strony życiowego medalu
10Być jak chiński bambus
4Metafora plastikowej kostki
Kwiecień
25Czym jest problem?
17Dwulatek moim nauczycielem?

subscribe