michalgrzeskowiak.pl: Minimalizm czyli optymalizm

Odbierałem dzisiaj klucze od znajomego i spotkaliśmy się w centrum handlowym. Ludzie ledwo mieścili się na ruchomych schodach, gnając do sklepów, nie wiedząc najczęściej co chcą kupić. A najczęściej ostatecznie kupują dużo niepotrzebnych nikomu rzeczy, które często są niedopasowane do osoby obdarowywanej- po prostu w gonitwie zarabiania na prezenty nie mieli już czasu, żeby poznać prawdziwe potrzeby tej osoby.

I przez to znowu wróciłem myślami do mojego ukochanego minimalizmu. Gdy zetknąłem się z minimalizmem, to od razu coś mnie do niego przyciągnęło. Jednak na początku był to pewien eksperyment i jakaś moda, która była odpowiedzią na zachłyśnięcie się materializmem. I zacząłem od przedmiotów, zdając sobie sprawę jak mało ich potrzebuję do szczęśliwego życia, bez rezygnowania z czegokolwiek. Nagle ze wszystkich rzeczy zostawiłem tylko te ulubione. Zobaczyłem co pełni jaką funkcję i jeśli się powielała niepotrzebnie, to najlepszy znak żeby zostawić tylko jedną rzecz (np. kamerę, dyktafon, kalkulator, latarkę, radio, odtwarzacz mp3- wszystkie te rzeczy mam teraz w smartfonie).

Ale przedmioty to dopiero początek- dobry początek pokazujący, że lepiej stawiać na jakość niż na ilość. I to pierwsza najważniejsza lekcja. Druga jest taka, że tak jak każdy z nas ma swoją naturalną wagę, tak samo istnieje pewna ilość, balans, optimum w wielu życiowych sferach. Posiadanie dużej nadwagi nie jest optymalne- jest skutkiem nadmiernego gromadzenia nadwyżki, wbrew prawdziwym potrzebom, wbrew naturze. Wśród osób z dużą nadwagą bardzo mało jest takich, które uwielbiają swoje ciało i które wiedzą, że to dla nich optymalne. Większość takich osób czuje się przez to tylko gorzej.

Teraz przyrównajmy sobie nadwagę do innych sfer życiowych. Nadwaga ubrań, nadwaga obowiązków, nadwaga gadżetów, nadwaga słów, nadwaga używek, nadwaga wypartych emocji, nadwaga oczekiwań…

To wszystko kilogramy, które są nienaturalnym nadbudowaniem ponad optymalny poziom. Dźwigamy je, mimo że nie przynoszą nam żadnej realnej poprawy jakości życia.

Gdy zaczynałem uczyć się wystąpień publicznych zszokowałem się kilkoma elementami. Po pierwsze pomysłem tworzenia mów tylko pięciominutowych, podczas gdy dotychczas kojarzyłem wystąpienia z półtora godzinnymi wykładami. Po drugie mówieniem w tempie nie szybszym niż 120 słów na minutę. Po trzecie stworzenie przesłania swojej mowy w nie więcej niż 10 słowach- jeśli nie jesteś w stanie tego zrobić, to trzeba popracować nad klarownością. Aby stosować te elementy, trzeba drastycznie ciąć materiał i skupiać się tylko na istocie- a to oznacza brak miejsca na nadwagę. W tym przypadku nadwagą są niepotrzebne wypełniacze, niejasne wyrażenia, nieciekawe historie. I gdy zrzucimy tą nadwagę to taka mowa potrafi być optymalnym majstersztykiem.

Można rozpoznać tą granicę, aby nie iść w drugą stronę skali- w metaforyczną anoreksję. To zdarza się nam znacznie rzadziej i łatwo to zauważyć przez proste pytanie- czy życie staje się łatwiejsze czy trudniejsze? Zmniejszenie ilości koszulek z 25 na 7 ułatwia życie, ale posiadanie tylko jednej jest już niepraktyczne i kłopotliwe. Ewidentna niedowaga 🙂

Rozmawiałem przedwczoraj z jednym znajomym z mojej grupy mastermind i robiliśmy małe podsumowanie roku. Powiedział coś ciekawego- to był najbardziej świadomy rok mojego życia. Bardzo mi się to spodobało, jako kryterium tego czy to był dobry rok. Nie najbardziej imprezowy, odjechany czy efektowny. Najbardziej świadomy. Takiego właśnie Ci życzę 🙂 Roku pełnego naturalnej wagi w byciu, myśleniu, robieniu i posiadaniu 🙂