michalgrzeskowiak.pl: Maraton i jego Zakręty

Marzenie ukończenia maratonu towarzyszyło mi od dawna. Perspektywa 42, 195 km jeszcze kilka lat temu była dla mnie oklejona etykietką “niemożliwe”. “Niemożliwe” to takie “możliwe”, które zajmuje więcej czasu. Czasu, w którym rodzi się w człowieku cierpliwość, wytrwałość i dyscyplina.

Dlaczego chciałem przebiec maraton? Pewnie dlatego, że uwielbiam biegać. Pewnie też dlatego, że w moim mieście odbywa się największy maraton w Polsce- piękna impreza, pełna energii tysięcy ludzi. Te elementy połączone razem okazały się wystarczającym ładunkiem motywacyjnym, abym podjął decyzję, że teraz jest najlepszy czas na podjęcie wyzwania.

Samo bieganie- jako fizyczna czynność- to dla mnie tylko powierzchnia maratonu, jego widoczna część. Jego istota odbywa się jednak w głowie i jest jednocześnie wyjątkowym spotkaniem z samym sobą.

Gdzie są moje własne granice?

Czym są moje własne słabości?

Ile mam w sobie siły, o której wcześniej być może nie miałem pojęcia?

Poznański Maraton był przepiękny- słoneczny dzień, setki dopingujących osób i wolontariuszy, a nade wszystko prawie 5 tysięcy ludzi zdecydowanych pokazać sobie i innym, że można pokonać słabości i zamieniać marzenia w rzeczywistość.

Maraton jest dla mnie metaforą Życia i Rozwoju. Kluczem do jego ukończenia jest równowaga– jeśli ruszysz za szybko, prawdopodobnie zabraknie Ci sił w dalszej części. Kluczem jest także regeneracja– czas przeznaczony na uzupełnienie wody i cukru, nie jest stracony- jest integralną częścią biegu. I w końcu kluczem dla mnie jest: cieszyć się dokładnie z tego kroku, który stawiam w tej chwili. To on zaprowadzi mnie tam, gdzie chcę dotrzeć.

Po ukończonym maratonie nie jest się już tym samym człowiekiem. Świadomość mocy, jaka budzi się w trakcie, będzie na zawsze oddziaływać na wszystkie inne dziedziny Życia.