michalgrzeskowiak.pl: Dyscyplina najwyższą formą wolności?

Nie boję się zawodnika, który zna tysiąc technik. Boję się zawodnika, który jedną technikę przećwiczył tysiąc razy. Nie wiem czy to dokładny cytat, ale jego znaczenie jest przypisywane Bruce’owi Lee- legendarnemu mistrzowi sztuk walki.

Czy jest coś w Twoim życiu co przećwiczyłeś tysiące razy? Oczywiście. Tylko pytanie czy to są rzeczy, z których jesteś dumny?

Wiele razy zabierałem się za rzeczy, które szybko porzucałem. Wiele razy rozkładałem moją uwagę na tysiąc technik, które poznawałem tylko na powierzchni. Wiele razy byłem na siebie zły, że znowu odpuściłem działanie, albo wiecznie je odkładam, znajdując sobie najwygodniejsze możliwe wytłumaczenia, żeby trochę tą winę zrzucić.

I z jednej strony to absolutnie ludzkie. Nie poznałem osobiście żadnego nieskazitelnego mistrza samodyscypliny, który zawsze robiłby rzeczy na czas, nigdy nie przekładał i nigdy nie użył wymówki. Ale faktem jest, że istnieją ludzie, którzy są w tej grze naprawdę zaawansowani, a to oznacza że jest to możliwe.

Do niedawna postrzegałem dyscyplinę jako ograniczenie wolności. No bo przecież często polega ona na tym, że robię coś co sobie wcześniej założyłem, mimo że w tej chwili mam na przykład ochotę na coś zupełnie innego. Zabieram się do pisania, mimo że wolałbym wypić kolejną kawę i poprzeglądać facebooka i youtube’a. Dlaczego więc zabieram sobie swoją wolność wyboru? Tu się zaczyna cała zabawa.

Co jest większą formą wolności? Robienie tego na co akurat ma się spontanicznie ochotę w tej chwili? Czy może robienie tego, co uznało się świadomie za ważne, mimo występowania w głowie setek wymówek? 

Kiedyś pierwsza wersja była dla mnie bardziej atrakcyjna, ale dzisiaj esencją atrakcyjności jest dla mnie ta druga. Bo oznacza wyjście ponad ten dziecinny, leniwy, wygodny autopilot. Oznacza przejęcie sterów tego samolotu, który przez setki bodźców ostatecznie latał w kółko, a przez to nie mógł się nigdzie dostać. Ale czy nie lepiej dolecieć do planowanego lotniska i dopiero tam pozwolić sobie na spontaniczny czas bez planowania, dając sobie też prawo do tej pierwszej wersji wolności?

To nie jest łatwe, ale jest możliwe. To nie wymaga żadnej wielkiej wiedzy, ale uważnej obecności. To jest czasami związane z pewnym bólem, ale jest on niczym w porównaniu do bólu żałowania, że się tego nie zrobiło 🙂