michalgrzeskowiak.pl: Być jak chiński bambus

Dzisiaj napiszę co nieco o mojej ulubionej ostatnio roślince- chińskim bambusie, który stał się dla mnie pewnym symbolem.

Jak to się dzieje, że 95 procent nowo zakładanych firm upada w ciągu pierwszych pięciu lat?

Jak to się dzieje, że uczestnictwo w modnych kursach tańca czy kursach językowych jest wysokie przy każdym naborze, a później maleje systematycznie z każdym tygodniem?

Dlaczego nie idę już więcej na siłownię, kiedy po trzech tygodniach ćwiczeń moje ciało jest takie jak było i wcale nie przypomina sylwetki modela?

Jak to się dzieje? Przecież tak fajnie się zaczyna. Są pozytywne emocje, jest wizja sukcesu, ekscytacja i zapał. Jest pierwszego dnia, jest i drugiego, ale po tygodniu, miesiącu, nasza krzywa motywacji idzie w bliskie towarzystwo zera i tam już pozostaje, dopóki nie znajdziemy kolejnej iskry, która być może zdoła nas zapalić na kolejną chwilę. Brakującym elementem jest CIERPLIWOŚĆ.

Często jej brakuje co? Nie martw się, mi też. Wtedy warto zapoznać się z naszą tytułową roślinką.

Chiński bambus to roślina, której nasiona sadzi się do ziemi i przez pierwszy rok podlewa, nawozi, ale nic nie wyrasta.
W drugim roku trzeba podlewać, nawozić i dalej nic.
W trzecim roku dalej trzeba podlewać, nawozić i dalej nic.
W czwartym roku dalej trzeba podlewać, nawozić i dalej nic.
W piątym roku dalej nic.
I nagle w szóstym roku, w przeciągu dwóch tygodni, nasiona kiełkują i rośliny osiągają wielkość kilkunastu metrów. Wręcz w oczach rosną. Można by się zastanawiać, co nasiona robią tak długo w ziemi. Otóż przez te sześć lat budują olbrzymi system korzeniowy, sięgający kilkudziesięciu metrów.

Wcześniej pisałem, ze naszym nauczycielem może być niemowlak czy kostka rubika.

A czy można uczyć się od rośliny? Już wiem, że tak 🙂

Pozdrawiam.