Wyobraź sobie, że zamiast głowy posiadasz projektor i gdziekolwiek nie pójdziesz, cały czas wyświetlasz przed sobą to, co aktualnie w nim jest- światła i cienie. Nie obwiniasz świata zewnętrznego za to, co widzisz. Wiedząc, że to twój własny film, nie walczysz z nim, nie bronisz się przed nim, ani nie szukasz winnych, gdy ci się nie podoba.

Przywrócenie sobie autorstwa tego, co widzimy w świecie, to być może kluczowy krok do wolności. Bo wśród najprostszych i najskuteczniejszych narzędzi uświadamiania, jest jedno, które jest do bólu prawdziwe. I sprawiedliwość tego świata wyraża się między innymi w tym, że dostajemy zewnętrzny pokaz naszych treści wewnętrznych.

Myślimy, że źródło tego, co widzimy jest w świecie zewnętrznym, ale projekcja nigdy nie kłamie- widzę dokładnie to, co trzymam obecnie w swoim umyśle. Nie jestem co prawda tym, co utrzymuję w umyśle- prawdopodobnie zostało to tam wchłonięte niewinnie, nieświadomie. Jestem więc niewinny, że tak się stało, natomiast jestem odpowiedzialny za konsekwencje i za to, żeby od tego momentu coś z tym zrobić. To szansa na zakończenie obwiniania, oceniania, irytacji na innych (projekcja cienia) i szansa na zakończenie ciągłego stawiania piedestałów (projekcja światła), które regularnie upadają. Ani jedno ani drugie nie pozwala mi widzieć ludzi, ani siebie.

Po pierwsze wyświetlamy cienie- to czego nie chcemy widzieć w sobie. To co niezaakceptowane wróci w innej formie, w innym czasie. Wróci właśnie po to, żeby w końcu zostało uznane, zaakceptowane i w ten sposób uwolnione. To tak jak ze szkołą- nie chcę się uczyć, to po prostu będę powtarzał klasę. Irytacja na innych to w istocie tworzenie z nich kozła ofiarnego. To ja czuję się nieprzyjemnie, bo czegoś nie akceptuję, jednak wypieram to i dlatego zaczynam to widzieć w innych. Tą strategią mam nadzieję na pozbycie się moich niechcianych cech- niestety jest to fałszywa obietnica, która osłabia obie strony. Unikając cienia tworzę iluzję, że jest on ode mnie większy. Pozwalając na niego widzę prawdę, że to ja jestem od niego większy, a uznany cień znika. Unikanie “tego, co jest” jest lękiem, natomiast “to co jest” nigdy nie jest lękiem. Wszystko co objęte, przestaje nas kontrolować. Przykładowo- gdy “ktoś mnie irytuje” (w rzeczywistości jest tylko wyzwalaczem, ekranem moich treści) od razu pojawia się we mnie chęć pouczenia tej osoby. Pokusa jest duża, jednak jedynym sposobem mojego rozwoju jest zatrzymanie się i zrobienie czegoś innego. Pomyśl więc jaką radę dałbyś tej osobie. Nie mów jej (chyba, że otwarcie, konkretnie cię o to prosi), a zamiast tego zobacz jak ta rada może być dokładnie tym, co masz zastosować u siebie, żeby w tej sytuacji czuć spokój wewnętrzny. Trzeba mieć jaja, żeby zacząć funkcjonować w ten sposób, puścić durną dumę, która tylko spina. Naprawdę warto!

Po drugie wyświetlamy światła- pozytywne aspekty i potencjały, których sami sobie odmawiamy, tworzymy bożków oraz szukamy wybawicieli. Na przykład idealizujemy nowo poznane osoby po jednym zachowaniu. Widzisz po czasie, że ta osoba ma luki? Oczywiście- wsadziłeś ją na piedestał wyobrażonego ideału. Nawet jeśli dosyć długo się tam utrzyma, to i tak w końcu spadnie, z tego prostego względu, że każdy ma słabe strony i każdy się cały czas uczy. Każdy człowiek jest tutaj, żeby się uczyć. Każdy człowiek jest tutaj z określonym zestawem talentów (co oznacza, że nie będzie geniuszem we wszystkim). Ta osoba cię nie rozczarowała- to ty odczarowałeś swoją projekcję. I to prawda, że to jest bolesne, ale to nie jej wina. Twoja też nie, bo radziłeś sobie tak jak mogłeś, szukając wytchnienia.

Osoba, metoda, system, miejsce, zjawisko, światopogląd, narzędzie, przedmiot- tak bardzo chcemy nadać czemuś cechy bezbłędności, wszechwiedzy, wymyślonej perfekcji. Identyfikować się z czymś jako naszą prawdziwą tożsamością. Ale to tylko kwestia czasu, gdy zobaczymy pęknięcia w skorupce- wszystkie formy i dogmaty mają swoje pęknięcia i to warto od początku zaakceptować, bez myślenia magicznego, ani tragicznego. Ta nieidealność jest perfekcją życia, a wymyślona perfekcja jest mentalnym więzieniem (bo cały czas szukamy czegoś, czego nie możemy znaleźć, kolekcjonując serię rozczarowań). Nie ma potrzeby tworzyć sobie z nich czegoś w rodzaju ogrodzenia pod napięciem. To odkrycie może nas skierować na odkrycie, że to kim jesteśmy tak naprawdę jest w dużym stopniu tajemnicą, której żadna etykieta nie obejmuje.

Projekcja światła ma też miejsce, gdy szukamy wybawcy na zewnątrz, żeby rozwiązać swoje problemy wewnętrzne. Jakaś osoba czy metoda może mi jak najbardziej towarzyszyć w zmianie, ale to nie ona jest źródłem mojej zmiany. Osoba o cechach terapeutycznych jak najbardziej może mi ułatwić usłyszenie siebie, rozjaśnienie myślenia, podjęcie decyzji, ale źródłem zmiany jest zawsze… Moja Gotowość i tylko ona jest decydująca w rozwiązywaniu problemów czyli w wejściu na wyższy poziom świadomości.

Jak przestać czynić bożka z jakiejś tymczasowej formy życia? Zobacz co wyidealizowałeś (osoba, dieta, metoda, dziedzina), znajdź kilka pęknięć i zaakceptuj je. Zrelaksuj się w tej perspektywie i zobacz, że to jest naturalne.

Zobacz też, że to, co podziwiasz w innych jest tym, co chce urosnąć w tobie- przestań sobie tego odmawiać, szukając wybawców- ty sam siebie wybawiasz poprzez pozwolenie na wzrost. Nie dyskwalifikuj swoich zdolności i talentów- jeśli widzisz je w innych, to znaczy że masz je w sobie jako potencjał, który prosi o uwagę.

Od projekcji idźmy w kierunku projektów, które pochodzą bezpośrednio z prawdziwego kontaktu z własną istotą. A inni ludzie będą wtedy tym, czym są naprawdę… prezentem.

m

11 czerwca, 2018