Próbowałem w życiu wielu smaków i tylko jeden z nich jest nie do podrobienia. To smak, który jest inny niż wszystkie pozostałe. To smak, który wprowadza w stan poza zwykłymi stanami. To smak życia swoją prawdą.

Smakujemy tego smaku od początku życia, lecz stopniowo jest on zastępowany. Tak zwana edukacja, tak zwane wychowanie, tak zwane normy społeczne przynoszą nam swoje smaki. Gorzkie, mdłe, przesłodzone. Niosą standaryzację, dostosowanie, poprawność. Smak jest więc zapominany, przesłaniany i modyfikowany na dziwne mieszanki, które przenoszą nas coraz dalej i dalej od samych siebie. Bo jesteśmy niewinni. I nasza niewinność nie wie, co się dzieje. Ufa, że jeśli się dzieje, to pewnie to naturalne. To delikatny i stopniowy proces, więc nie ma reakcji oporu. Jak podgrzewanie wody, gdy żaba jest już w środku- jest coraz cieplej, ale stopniowo, więc nie wyskoczy. Aż się ugotuje. Śmierć. Co umiera? Moja prawda. Czyli Ja.

Smak bycia sobą jednak przebija się. Od czasu do czasu. Daje o sobie znać, gdy zobaczy w świecie pewien przejaw. Coś mnie nagle zatrzyma, przyciągnie moją uwagę, może wkurzy, zasmuci, obudzi zazdrość. Bo nagle widzę jak ktoś żyje swoją prawdą. A w głębi duszy wiem, że też bym chciał. Właściwie to nie marzę o niczym innym, niż o oddechu wolności, o byciu sobą, o byciu a nie graniu, o byciu człowiekiem a nie maszyną, zombie, aktorem. Idę do kościoła- a tam zombie. Idę do korporacji- a tam maszyny. Idę na spęd motywacyjny- a tam aktorzy. To gdzie podziali się ludzie?

Maski zamiast pieśni życia. Wyniki ważniejsze niż miłość. Smak… nieobecności.

Chcę wyskoczyć z garnka, ale przecież ciepło i mam towarzystwo. Tylko że mnie nie ma i nie ma też ludzi, bo jest maska i odgrywane role. Tęsknię.

Aby żyć swoją prawdą nie potrzebuję niczego dodawać. Niczego dokładać. Niczego nowego się uczyć. Potrzebuję odjąć, oczyścić, uwolnić, to co przez moją niewinność przyjąłem z otoczenia. A są to gorycz “bycia nikim”, mdłość “bycia kimś”, kwas walki z życiem. To nie są moje smaki.  Jak smakuje życie moją prawdą?

Inaczej niż wszystko inne, po prostu właściwie. Wtedy po prostu Wiem.

Może mi powiesz, że nie chcesz wcale być sobą, bo to się nie opłaca. Otóż nic nie opłaca się bardziej niż odzyskanie ton energii, która była marnowana na odgrywanie wyuczonej roli. Nic nie opłaca się bardziej niż zdjęcie tamy z tego strumienia, który jest zawsze świeży, ożywczy i płynący. Nic nie opłaca się bardziej niż to, że dasz sobie Siebie. Kiedy?

m

1 maja, 2018

Dodaj komentarz