Porażka Odmowa Depresja Wkurwienie

Wikipedia naprawdę nie jest ostatecznym źródłem definicji. Słownik, jak to słownik pomaga w zrozumieniu pojęć, ale nigdy nie jest kompletny, a już na pewno nie jest spersonalizowany.

Dlatego często pozwalam sobie na definiowanie rzeczy i zjawisk według mojego rozumienia doświadczalnego. Nie uważam, że to definicje, które obowiązują innych, ale są prawdziwe dla mnie w tym momencie.

Na innym poziomie świadomości zdefiniuję coś zupełnie inaczej. Na obecnym poziomie definiuję tak, a nie inaczej. Więc pozwolę sobie zdefiniować szerzej cztery zjawiska.

Porażka

Sytuacja, gdy wynik jest przeciwny do zamierzonego albo odległy od zamierzonego.

Wydarzenie, które jest skarbcem informacji o tym, jak nie działać (a więc co wyeliminować i czego unikać), aby zbliżyć się do sukcesu.

Jest cenne jedynie pod warunkiem, że nie opieramy się temu, że się wydarzyło, lecz z wdzięcznością uznajemy jego istnienie jako integralną część rozwoju.

Praktyczny test sprawdzający czy coś rzeczywiście jest naszym pragnieniem (wówczas wzmacnia nasze działania) czy było tylko chwilową zachcianką (wówczas zatrzymuje nas w dążeniu).

Odmowa

Sytuacja gdy inna osoba, mająca swój aktualny nastrój, osobiste gusta, aktualne emocje i filtrujące przekonania, odpowiada „nie” na złożoną przeze mnie jednorazową propozycję.

Odmowa nie ma nic w sobie nic osobistego i nigdy nie jest równoznaczna z odrzuceniem (mimo, że tożsamość ofiary może nawykowo tworzyć takie równanie: odmowa = osobiste odrzucenie).

Niezbędny element działania na większą skalę, doświadczany w największym stopniu przez osoby, które tworząc swoje życie, śmiało składają prośby i zapytania, wiedząc że część odpowiedzi zawsze będzie odmowna.

Czyjaś wolność wyboru, oparta na dobrych intencjach i aktualnie odczuwanych potrzebach.

Depresja

Przeciwieństwo Ekspresji.

Wyraźny sygnał od ciała, że potrzebuje głębokiego odpoczynku (depression = deep rest), bo nie może już dłużej znieść braku ekspresji (brak wyrażania realnych pragnień i realizacji prawdziwych potrzeb).

Posłaniec, który wykorzystuje: bolesne samopoczucie, blokadę energii w ciele, zapętlone, negatywne i destruktywne myśli, aby przekazać, że czas zrozumieć, gdzie blokuję w sobie naturalny przepływ życia (zazwyczaj poprzez wiarę w nieprawdziwe przekonanie).

Tymczasowy efekt zupełnie naturalnego, chwilowego zagubienia się podczas podróży, który pełni rolę emocjonalnego przewodnika.

Wkurwienie

Aktywna energia w ciele, która aktywuje się w momencie rozminięcia się moich oczekiwań i potrzeb z tym co się dzieje w rzeczywistości.

Energia ta jest tym większa im bardziej jestem emocjonalnie przywiązany do swoich oczekiwań.

Energia ta jest tym większa im bardziej nie komunikuję jasno swoich potrzeb innym osobom, a przez to moje potrzeby nie są realizowane.

Energia ta ma potencjał umożliwienia mi dokonania zmiany na lepsze na zasadzie odbicia się od trampoliny, jako zdrowy wyraz braku zgody na bardzo niski standard, który nie jest spójny ze mną.

m

Opublikowano coaching | Możliwość komentowania Porażka Odmowa Depresja Wkurwienie została wyłączona

3 Pytania Których Niestety Nie Zadajesz

Gdy jeden z moich przyjaciół pracował w barze kawowym, na szkoleniu dostał instrukcję, żeby przy każdym zamówieniu kawy pytać: „średnia czy duża?”. To jedno pytanie sprawiało, że około stu osób dziennie nawet nie pomyślało, żeby zamówić małą kawę. Przez to każde zamówienie było o 2 złote droższe, co w skali miesiąca (2 zł x 100 klientów x 30 dni) daje dodatkowo około 6 tys. złotych. Minimum, bo klientów było często dużo więcej niż stu! Całkiem nieźle jak na jedno pytanie.

Uwielbiam pytania, które są jak precyzyjne cięcie chirurga, strzał w dziesiątkę, orzeźwiający zimny prysznic. Uwielbiam je za ich moc, prostotę i praktyczność. Nie musi być ich dużo. Dzisiaj dzielę się z Tobą trzema, które uważam za bardzo potężne. Prawdopodobnie nie zadajesz ich sobie na co dzień. Możliwe, że zechcesz je przetestować. Gotowy?

1. Kto to mówi: twórca czy ofiara?

Często na warsztatach praktycznych mówię uczestnikom, że będziemy robić tzw. podejście fryzjera. Wtedy nikt nie wie o co chodzi, po czym ja spieszę z wyjaśnieniem.

Fryzjer obcina włosy przez chwilę, po czym robi krok w tył i patrzy z perspektywy czy idzie w dobrym kierunku. Podobnie ja zachęcam do bezpośredniego doświadczenia, po czym robię stop klatkę, żeby doświadczenie skomentować refleksją.

Taka stop klatka może przybrać postać zadania właśnie tego pytania: Kto to mówi, twórca czy ofiara?

Jeśli jesteś normalny, to gadasz do siebie, więc będziesz wiedział o co chodzi, jeśli zachęcę cię do stosowania podejścia fryzjera na sobie samym. Szczególnie w momentach narzekania, frustracji i tzw. chwilach „chcę, ale nie mogę”.

3 przykłady:

„Zawsze jestem niezdecydowany”- Kto to mówi, twórca czy ofiara?

„Nie mam płynności w mówieniu”- Kto to mówi, twórca czy ofiara?

„Nie mam czasu na to co dla mnie ważne”- Kto to mówi, twórca czy ofiara?

Czy mówię to, bo biernie uznałem daną sytuację za oczywistą i unikając odpowiedzialności dostaję w zamian marne substytuty w postaci uwagi, litości, współczucia, możliwości ponarzekania, ulgi, obwiniania, niewybaczania?

Czy na pewno, obiektywnie, rzeczywiście jestem ofiarą tej sytuacji?

Przez większość życia nie byłem gotowy, żeby zaakceptować fakt, że albo tworzę albo chociaż współtworzę moją rzeczywistość, dlatego uważanie się za ofiarę było wygodnym (mimo że czasami bolesnym!) rozwiązaniem. To pytanie pozwala mi ciągle wracać do świadomości tworzenia.

2. (Będąc w pełni sobą) Za co chcę być wdzięczny na koniec dnia?

To pytanie poranne. Do zadania przed rozpoczęciem jakichkolwiek działań. Często zastępuje mi jakiekolwiek tzw. zarządzanie czasem.

Zawiera w sobie zarówno szanowanie swoich uczuć, prawdziwy cel w postaci poczucia wdzięczności i dumy oraz aktualność, bo pytam tylko o dzisiaj.

Perspektywa czasowa to około 16 najbliższych godzin. Odpowiedź nie powinna pochodzić z głowy, ale z intuicji i najlepiej jeśli jest to jedna rzecz.

Jakie jest jedno działanie, które przyniesie mi największy efekt? Jaki jest Cel Tego Dnia? Oczywiście robię też wiele innych rzeczy tego dnia, ale ta jedna rzecz jest decydująca pod kątem prawdziwej satysfakcji z siebie.

Rano zapisuję własnoręcznie tą rzecz i wieczorem sprawdzam czy dałem z siebie wszystko, żeby się do niej zbliżyć.

Dodając przed pytaniem sformułowanie: „Będąc w pełni sobą” gwarantuję sobie, że to mój wybór, bez cienia presji otoczenia, a to wpływa też na naturalną motywację.

3. Co by zrobiła teraz osoba, która w pełni kocha samą siebie?

Na pewno wiele razy, tak ja ja, krytykowałeś sam siebie, obwiniałeś się, pozbawiałeś się możliwości doświadczania szczęścia, umniejszałeś swoją wartość, sztucznie zawyżałeś swoją wartość (przykrywając lęk), zrobiłeś coś o czym wiedziałeś że nie jest dla ciebie dobre.

Być może tworzymy sobie życiowe dramaty (wchodzenie w rolę ofiary, kata, opiekuna) tylko dlatego, że nie potrafimy samych siebie kochać.

Pytanie, które proponuję jest tak dobre, bo wcale nie muszę kochać siebie w pełni teraz, żeby na nie odpowiedzieć. Wystarczy, że wyjrzę nim delikatnie poza aktualny system i dotrę do swojej intuicji, swojego odczucia, swojej wewnętrznej mądrości.

Nie kochasz siebie? Nie szkodzi. Co byś zrobił teraz gdybyś siebie kochał? Jeśli zaczynasz robić rzeczy, które robi osoba kochająca siebie, to nie ma możliwości, żebyś nie zaczął siebie bardziej kochać. Taki skutek uboczny.

Zazwyczaj zadaję sobie to pytanie gdy mam dwie rzeczy do wyboru albo nie wiem co robić w danym momencie. Po zadaniu pytania słucham pierwszego sygnału jaki dostaję (nie chcę się tutaj rozpisywać skąd on pochodzi- intuicja, podświadomość, mądrość wewnętrzna- nazwa nie ma tu znaczenia).

Bardzo łatwo poznać odpowiedź po odczuciu w ciele, szczególnie w splocie słonecznym. Wiem, że ty też wiele razy czułeś, że nie powinieneś czegoś robić i od razu po zrobieniu tego, powiedziałeś sobie: „Wiedziałem”. Zdarza się :)

Zadawanie tego pytania to właśnie słuchanie tego przeczucia, które jakoś nigdy mnie nie zawodzi. I według mnie jest to rodzaj języka, który warto opanować. A żeby stać się biegłym warto mówić w nim codziennie, bo kontakt z tą częścią ułatwia wszystkie decyzje.

1. Kto to mówi: twórca czy ofiara?

2. Za co chcę być wdzięczny na koniec dnia?

3. Co by zrobiła teraz osoba, która w pełni kocha samą siebie?

A Twoje pytania?

Ile Ci przynoszą? Ile zarabiają? Ile pożerają?

Jak Cię dobijają? Jak Cię otwierają? Jak Cię uskrzydlają?

m

Opublikowano coaching | Możliwość komentowania 3 Pytania Których Niestety Nie Zadajesz została wyłączona

Spróbuj Tego Zamiast Ustalania Celów

Muszę przyznać, że zrobiłem spore postępy. To znaczy nadal nie jest zbyt dobrze, ale jest dużo lepiej. O co chodzi? O moje postrzeganie wolności i podejście do osiągania i realizacji zamierzeń. Jestem wolnym duchem, co ma swoje blaski i cienie. Jednym z cieni jest bunt przeciwko zbytniemu planowaniu. Kiedyś każdy plan traktowałem jako gwałt na mojej wolności i odebranie mi prawa decydowania z sekundy na sekundę co chcę robić. A to, możesz mi wierzyć, utrudnia życie i bardzo komplikuje pragnienie zbudowania czegokolwiek większego. Na czym polega mój postęp? Na głębokim zrozumieniu, że życie to kombinacja przygotowania i improwizacji. I nigdy nie będzie z pełni przygotowane, ani w pełni improwizowane. I dzisiaj chętniej planuję, ale nie byłbym sobą, gdybym nie planował z dużą dozą wolności. Znalazłem więc 4 sposoby, którymi się dzielę, na to żeby z ustalania celów nie uczynić sobie więzienia. 4 sposoby do zachowania wolności z planowaniu.

1. Test jednego słowa

W zeszłym roku ustaliłem sobie trzy słowa roku. Częściowo zadziałały! Ale nie w pełni, więc może było ich za dużo? W tym roku postanowiłem pójść o krok dalej i ustalić sobie jedno słowo roku (pewnie już się obawiasz co będzie za rok. Pół słowa? Jedna literka?)

Słowo roku 2016 to dla mnie… Odwaga (nie mylić z powagą).

Konkretne cele, które sobie stawiam są jak bojki unoszące się na wodzie w określonym miejscu, które zahaczam podczas podróży i to one sprawiają, że mam tzw. strukturę, czyli punkty na mapie, które chcę zdobyć. Tak jak cele są bojkami, tak „jedno słowo” jest całym jeziorem. Kto powiedział, że trzeba cokolwiek realizować linearnie- jedno po drugim. Można przecież robić to na zasadzie układania puzzli, poprzez swobodną improwizację- efekt ułożenia całego obrazu będzie ten sam, ale osiągnięty bardziej naturalnie, zgodnie z dynamiką życia.

Podejście jest tu bardzo proste: Zamiast szczegółowych celów, robię rzeczy, które wychodzą z tego jednego słowa. Odwaga ma więc prawo przybrać dowolną formę. Pytanie sprawdzające brzmi: Czy to co robię zdałoby test mojego jednego słowa?

Przykłady na TAK: Wygłaszam mowę, w której mówię o osobistej transformacji, przeżywając na scenie prawdziwe uczucia. Po raz pierwszy proponuję potencjalnemu klientowi wyższą stawkę za swoje usługi.

Przykłady na NIE: Nie podchodzę do dziewczyny, która mi się spodobała, bo uznałem siebie w głowie za gorszego od niej. Nie dzwonię z zapytaniem o barter, bo boję się wyśmiania i odmowy.

Test na Tak? Gratulacje!

Test na Nie? Wyciągnij lekcję!

2. Uczucie, które jest właściwym celem

Ostatecznym celem osiągnięcia jakiegokolwiek celu jest chęć czucia się w określony sposób. Chcę osiągnąć cel, bo oczekuję, że dzięki niemu będę się czuł dobrze. Jesteśmy dziwnymi istotami. Dlaczego mamy odkładać czucie się dobrze? Dlaczego uczucie, o które nam chodzi umieszczamy na końcu jakiegoś celu? Czy osiągnięcie go naprawdę daje nam pełen dostęp do uczucia, o które nam chodzi?

Osiągasz cel. Powiedzmy, że zarobiłeś założone 10 tysięcy. Budzisz się rano i logujesz się na konto w swoim banku i… pytasz siebie: „I to tyle? To już wszystko? Czy teraz mogę już się poczuć dobrze? Na jak długo?” I czasami te pytania mogą być bolesne, a sukces okazać się dowodem na to, że zapomniałeś o najważniejszym. Że wpadłeś w mechaniczne odhaczanie rzeczy z listy i konsekwentne brnięcie bez czucia i samoświadomości. A gdzie jest zabawa i radość życia, jeśli jesteś tylko zajęty odhaczaniem rzeczy z listy?

Pytania, które sobie zadaję:

Czy te cele są w pełnej zgodzie z tym kim naprawdę jestem?

Czy opuściłem teraźniejszość na rzecz fantazjowania o przyszłości?

Wracam więc do uczucia o jakie mi rzeczywiście chodzi. Jak wzmocnić w sobie to uczucie? Pamiętam jak stworzyłem swoją bucket list, którą dzisiaj nazywam „listą błyszczących oczu”. Zacząłem jej tworzenie nie od celów do osiągnięcia, ale od wszystkich rzeczy, których już udało mi się doświadczyć. A więc na początku to nie była „to do list”, ale „done list”. Zacząłem od docenienia i zauważenia wszystkiego, co pozwoliło mi mieć błysk w oku do tej pory. I dokładnie to samo można zrobić ze wszystkim. W jakimkolwiek obszarze (praca, relacje, pieniądze, potencjał osobisty) szukaj odpowiedzi na te pytania:

Co doceniasz? Co świetnie działa? Co uwielbiasz? Co kochasz? Co jest zajebiste? Co cię zachwyca? Co jest dobre? Za co jesteś wdzięczny?

W ten sposób dasz sobie dostęp do uczucia, które jest właściwym celem. A doświadczając tego uczucia wszystkie działania są płynniejsze, łatwiejsze i radośniejsze.

3. Kluczowe Wartości

W sylwestra rano wypisałem sobie około 30 bardzo konkretnych i mierzalnych celów na 2016. Pokazałem tą listę moim znajomym z mastermind’a i zauważyli jedną ciekawą rzecz. Wszystkie 30 wymienionych elementów można było łatwo pogrupować w 4 kluczowe wartości (creation, connection, expansion, fun). Mało tego, te cele wzajemnie się wspierają- realizacja jednego często sprawia, że drugi staje się dużo łatwiejszy. Dlatego wiem, że uda mi się zrealizować wszystkie z nich (gdzie twoja pokora, Michale?). Bo są dla mnie ważne. Bo żyję nimi. Bo robienie ich jest dla mnie oczywiste.

4. Wyzwanie Dnia

Nic mnie tak nie spina jak brak przestrzeni czasowej, kalendarz wypełniony co do 15 minut, myślenie czy się wyrobię, po czym spóźnianie się i rozproszenie uwagi. Dlatego w kalendarzu wpisuję plan dnia, ale na swój sposób. Oczywiście wpisuję spotkania i sesje indywidualne z klientami, i kandydatami na klientów. Nie muszę wpisywać moich stałych nawyków, typu poranne czytanie. Ale wpisuję zazwyczaj jedno hasło, które zakreślam w kółko. To moje Wyzwanie Dnia. Jedna rzecz, która jest tego dnia najważniejsza. Zazwyczaj jest trochę niewygodna, wymaga skupienia, kreatywności lub odwagi (np. zadzwonić do trzech potencjalnych klientów, przygotować plan warsztatu, stworzyć opis na stronę nowego projektu, itd). Jeden cel! I gdy go osiągam, mówię sobie: „Słabo, tylko jeden? :(” Żartuję :) Gdy go osiągam, to… świętuję (muzyka, kawa i szaleństwo, którego nie chcesz widzieć).

A Ty jak celujesz?

m

Opublikowano coaching | Możliwość komentowania Spróbuj Tego Zamiast Ustalania Celów została wyłączona

Zamiast Wybierać Zawód Zadaj To Pytanie

Gdybym dzisiaj miał 19 lat, na pewno nie poszedłbym na studia. Na pewno nie od razu. Będąc w tamtym wieku nie miałem pojęcia kim jestem, a teoretyczne studia nie tylko nie pomagają w poznaniu siebie, ale wręcz to utrudniają. Żadna ilość informacji, które są niepraktyczne życiowo, nie zbliża mnie do znalezienia mojej ścieżki.

Gdybym dzisiaj miał 19 lat przede wszystkim pozwoliłbym sobie na czucie. Czucie w ciele i w sercu tego, co mnie rzeczywiście ciekawi i budowaniem odwagi, żeby właśnie tam chadzać, bez patrzenia na to, co „powinienem” i „wypada”. Nie zawsze miałem tą odwagę i nadal dzisiaj bywa, że jej nie mam. Mimo, że robię to co kocham, nie mogę powiedzieć, że mam pełną wolność podążania za swoimi uczuciami. Ale przynajmniej wiem, że chcę się do niej coraz bardziej zbliżać. I wiem, że zawsze jak mi się to udaje, jestem najszczęśliwszy.

Gdybym dzisiaj miał 19 lat, na pewno nie szukał bym dla siebie zawodu (podwójne znaczenie tego słowa :) jest też nie bez powodu). Bo po pierwsze dzisiaj wiem, że jeden zawód nie jest dla mnie (renesansowa dusza), a po drugie to niepotrzebne zamykanie się etykietką, które nie odzwierciedla dynamiki życia.

Co stosuję zamiast tego? Zadaję sobie pytanie:

Jakie problemy chcę rozwiązywać?

Wszystko co mogę robić zawodowo, biznesowo, profesjonalnie- sprowadza się do odpowiedzi na to jedno kluczowe pytanie.

Jakie problemy chcę rozwiązywać?

Właściwie cała presja znika, w momencie kiedy zamiast wysilać się nad etykietowaniem swojego zawodu, skupiam się na szukaniu odpowiedzi na to pytanie: Jakie problemy chcę rozwiązywać?

Jeśli to pytanie brzmi zbyt ogólnie, warto je sprecyzować w zależności od dziedziny:

  • Jakie ludzkie potrzeby chcę spełniać?
  • Jakie rodzaju ból chcę uśmierzać?
  • Jaką rozrywkę chcę zapewniać?
  • Jakie emocje chcę wzbudzać?
  • Jakie korzyści chcę dostarczać?
  • Jakie rozwiązania chcę tworzyć?
  • Jakie przeszkody chcę eliminować?

Wychodząc z takiego sposobu myślenia, nie ma możliwości, żeby nie znaleźć dla siebie miejsca w świecie zarabiania pieniędzy. Jeśli odpowiedź na to pytanie będzie zawsze moim pierwszym „dlaczego”, to odpowiedź na pytanie „jak” znajduje się automatycznie- forma szybko się dopasuje.

Zadaję sobie często to pytanie. Zadaję je codziennie. Aktualnie moje odpowiedzi to:

  1. Chcę przywracać ludziom Błysk w Oku- obecność, ciekawość świata i autentyczność (przywracać, a nie tworzyć, bo mamy go naturalnie).
  2. Chcę pomagać ludziom w byciu totalnie szczerymi sami ze sobą, żeby mogli zawsze na sobie polegać (mieli najlepszego przyjaciela patrząc w lustro).
  3. Chcę pomagać ludziom w ponownym zakochaniu się w edukacji i komunikacji (jako dzieci mieliśmy ten stan naturalnie, ale nieświadomie).
  4. Chcę pomagać ludziom usuwać mentalne przeszkody w oparciu swojego życia zawodowego na własnej unikatowości, aby robić udany biznes na swojej wyjątkowości.
  5. Chcę pomagać ludziom w odczuwaniu stanu flow jako codziennego standardu emocjonalnego, a nie jako przypadkowego wyjątku od reguły.
  6. Chcę pomagać ludziom w procesie przechodzenia z bycia ofiarą (a więc nieświadomym twórcą, który wini rzeczy wokół i trzyma w sobie urazy z przeszłości) do bycia świadomym twórcą swojego życia.

Formy w jakich mogę to robić są tak liczne, że nie przejmuję się „jak” miałbym określić swój „zawód”. Po co się „zawodzić”? :)

m

p.s. Przeczytałeś ten artykuł? Super. Pod jego wpływem nic się w twoim życiu jeszcze nie zmieniło. I nie zmieni się, dopóki nie skierujesz tego pytania do… (i tutaj twoje imię w dopełniaczu).

Jakie Problemy Chcę Rozwiązywać? 

Jakie Problemy Chcę Rozwiązywać?

Jakie Problemy Chcę Rozwiązywać?

…………………………………………………………

Tysiące ludzi czeka na Twoją pomoc w rozwiązaniu ich problemów!!!

m

Opublikowano coaching | Możliwość komentowania Zamiast Wybierać Zawód Zadaj To Pytanie została wyłączona

Jesteś Jak Krowa czy Bizon?

Pewnie porównanie do jakiegokolwiek z tych dwóch zwierząt nie jest dla Ciebie zbyt kuszące. Też mi wybór- być jak krowa, być jak bizon. Co też znowu sobie wymyśliłeś Michał? Otóż nawet nie ja, a natura i instynkty. Otóż nasza możliwość wyboru. Otóż Życie.

Przywołajmy taką sytuację: Na pastwisku jest stado krów, a na pastwisku obok stado bizonów (możesz podstawić sobie tutaj też bawoły albo żubry, bo ta ta sama kategoria). Pora jest deszczowa i ewidentnie zwierzęta widzą, że nadciągają chmury ciemne jak smoła. Zaraz będzie ulewa, która wszystko zmyje, może nawet z gradem, a na pewno z wichurą. Czarne chmury zbliżają się w stronę zwierząt z prędkością, która jest minimalnie szybsza od tempa uciekających krów.

Co robią wtedy krowy? Widząc nadchodzące chmury, odwracają się od nich plecami i zaczynają uciekać. Wydaje się to logiczne- chcą uniknąć ulewy. Problem polega jednak na tym, że chmury są minimalnie szybsze od nich. Sytuacja wygląda więc tak, że chmury doganiają uciekające krowy. Krowy cały czas uciekają w tym samym kierunku, a więc (to prawda, że zupełnie nieświadomie) wydłużają czas „cierpienia” (kontaktu z ulewą) do maksimum.

Co robią wtedy bizony? Widząc nadchodzące ciemne chmury, zwracają się do nich czołem. W momencie gdy czują pierwsze krople ulewy, zaczynają biec najszybciej jak potrafią, wprost na nadchodzące ciemne chmury. Zwrot jest przeciwny, tempo szybkie, a przez to czas cierpienia (kontaktu z ulewą) jest ograniczony do minimum. Te straszne, dramatyczne, czarne chmury są po kilku sekundach już za ich plecami.

To teraz pytanie wydaje się bardziej zasadne, co? Jesteś jak bizon czy jak krowa?

Wiem jak brzmi odpowiedź. Bywałeś jednym i drugim. Skąd wiem? Bo jesteś człowiekiem tak jak ja. Bo wszyscy się boimy i tworzymy sobie problemy, których może w ogóle nie być. Bo spierdalamy przed niewygodą, wysiłkiem, trudną rozmową. Bo nie ćwiczymy w sobie odwagi bizona. Bo wszystkie krowy robią tak samo.

To co, doimy? Spokojnie, nikt cię nie będzie doił. Bo sam możesz stwierdzić, że już tak nie chcesz. Że ulewa była już zbyt długo, a być nie musi.

Co możesz zrobić?

1. Jeśli zdajesz sobie sprawę, że już długo pada, to przynajmniej się zatrzymaj, zamiast iść razem z deszczem (a więc przestań robić w kółko coś, co ewidentnie nie działa).

2. Jeśli widzisz chmury, to przyznaj że widzisz chmury, zamiast udawać że ich nie ma (a więc zobacz jak wygląda rzeczywiście obecna sytuacja, bez oporu).

3. Jeśli chmury są blisko, to biegnij prosto na nie, ze świadomością, że to najmądrzejsza decyzja na świecie (a jednocześnie trening, który cię wzmacnia- krótki, ale intensywny wysiłek, jak wizyta na siłowni).

O! Widzę czarne chmury! Biegnę prosto na nie! Zaraz będą za mną! A ja spokojny i silniejszy! O! Znowu Słońce :)))

m

Opublikowano coaching | Możliwość komentowania Jesteś Jak Krowa czy Bizon? została wyłączona

6 Korzyści z Własnej Grupy MasterMind

Budzik zaczął śpiewać o 6:30 (Dobrze się zaczyna co? Też zastanawiasz się skąd budzik umie śpiewać?). Próby wczesnego wstawania często nie wypalają. Nawet nie ze względu na lenistwo. Raczej ze względu na brak celu, na brak ważności tego celu. Zaspany, bo kończyłem zapisywać pomysły grubo po północy (wiedziony statystyką, że co czterdziesty pomysł ma potencjał bycia ideą genialną), wstaję jednak chętnie, bo jeszcze zanim się zacznie („Co się zacznie?” możesz spytać), chcę dokończyć pisać artykuł na bloga.

Przez ponad pół roku w każdy wtorek o 7:00 rano (z kilkoma wyjątkami) spotykałem się na Skype z dwoma przyjaciółmi. Jeden z Portugalii, drugi z Ukrainy- poligloci, ambitne bestie, faceci chcący więcej od życia. Wcześniej tylko słyszałem o pomyśle Mastermind, ale teraz stwierdziłem, że nie mogę już dłużej nie mieć swojej grupy tego typu.

Mastermind to mała grupa (optymalnie 2-5 osób) osób o podobnych celach, ambicjach, wizjach, nawykach, problemach, potrzebach czy wyzwaniach, której celem jest rozwój wszystkich członków tej grupy na zasadzie synergii. Główne narzędzie- rozmowa. Poza tym przydają się wspólne dokumenty online i grupa na facebooku.

Na czym ten rozwój może konkretnie polegać? Do chwili obecnej znalazłem minimum 6 realnych korzyści z posiadania takiej grupy. Tych korzyści może być pewnie jeszcze więcej w zależności od tematyki na jakiej skupia się grupa (słyszałem o grupach w obszarach marketingu, fitnessu, języków, duchowości, itd.)

1. Rozliczanie się

Rozliczanie się z postawionych sobie wyzwań, które czasami polegają na jednorazowej czynności (zazwyczaj zrobienie czegoś, co w swojej istocie wiąże się z przełamaniem strachu) albo na utrzymaniu jakiegoś działania przez dłuższy czas (codzienne pisanie, medytacja, czy nawet wzięcie prysznica- to już dla zaawansowanych) :)

W naszym przypadku celem nie jest zrobienie czegoś za wszelką cenę. Układ jest taki- ustalasz, że chcesz coś zrobić. Jeśli to zrobisz, to świetnie. Jeśli tego nie zrobisz, to poznaj dokładnie źródło autosabotażu, czyli dowiedz się czegoś kluczowego o sobie, o swoich emocjach, o swoich motywacjach. W ten sposób za każdym razem coś zyskujesz.

2. Dzielenie się wiedzą

Czasami czytamy książkę, żeby ostatecznie wykorzystać z niej np. jedno zdanie albo jedno narzędzie, które najbardziej wpłynie na progres. A co jeśli ktoś przedstawia ci streszczenie takiej książki w 5 minut? Oszczędzasz swój bezcenny czas- zamiast 5 godzin czytania masz 5 godzin działania. Nikt nie ma dokładnie takiej samej wiedzy, dlatego gdy kilka osób zacznie się dzielić, to następuje uzupełnianie podobne do układania puzzli- każdy wychodzi z korzyścią.

3. Dzielenie się pomysłami

Gdy ja mam złotówkę i ty masz złotówkę, i wymienimy się tymi monetami, to nadal każdy z nas ma po złotówce. Gdy ja mam pomysł i ty masz pomysł, i wymienimy się tymi pomysłami, to każdy z nas ma po dwa pomysły. Kropka.

4. Ślepe punkty

W momencie gdy wyprzedzamy kogoś samochodem jest pewien ułamek sekundy, kiedy w lusterku nie widać dokładnie tego, co się dzieje z tyłu. My nie widzimy, ale ktoś inny może. Przykład- Alex z mojej grupy mastermind powiedział mi coś takiego: „Jesteś wybitnym słuchaczem, dajesz genialne rady, ale nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że nigdy nie prosisz o pomoc”. Bardzo precyzyjnie dostrzegł mój „ślepy punkt”. Do tego momentu nie zdawałem sobie z niego sprawy. Ustaliłem więc wyzwanie 7 dni proszenia o pomoc i pierwszego dnia wyzwania dostaję sms’a: „Dzisiaj jest twój pierwszy dzień poproszenia kogoś o pomoc”. Kilka miesięcy później dużo się w tej kwestii zmieniło :)

5. Pralnia emocjonalna

Chęć świadomego rozwoju nie jest prostą drogą w górę. Po drodze pojawia się mnóstwo emocji. Czasami trudnych emocji. Jeśli przez dłuższy czas je ignorujemy, wypieramy, maskujemy, to zamienią się one w choroby albo w autodestrukcję (nieświadome niszczenie relacji, biznesu, zdrowia). Dlatego opowiadanie o swoich emocjach w gronie zaufanych osób, jest bardzo uwalniającą praktyką. Przyznanie się do swojego strachu buduje autentyczność i odwagę. Przyznanie się do złości pozwala ukierunkować ją w zdrową intencję.

Mówienie o swoich emocjach nie oznacza, że stajemy się „klubem ofiar”, który narzeka i dostaje litość czy bierne współczucie. Zamiast tego tworzymy przestrzeń na wyciąganie na powierzchnię tego, co należy zintegrować w sobie, żeby swobodnie iść dalej.

Podobnie jak nie jesteśmy klubem ofiar, tak samo nie jesteśmy klubem wzajemnej adoracji („ale jesteśmy zajebiści”). Pozytywni, konstruktywni, wspierający jak najbardziej, ale nie narcystyczni. Jest miejsce na każdy konstruktywny feedback, bez zbędnych wybielaczy :)

6. Energia tworzenia pędu

Tak jak na biegu maratońskim, gdzie uczestniczy często kilka tysięcy ludzi, można poczuć energię, która sprawia, że biegnie się z zupełnie inną siłą niż na treningu, tak samo uczestniczenie w podobnych wyzwaniach, wyzwala energię potrzebną do stworzenia tzw. rozpędu. Ten rozpęd to sytuacja, kiedy jesteśmy już tak zaangażowani, że kolejne działania przychodzą nam dużo łatwiej. Decyzje podejmują się dużo szybciej. Zwiększa się pewność i zdecydowanie. Najprostszą drogą do stworzenia pędu jest ustalenie sobie wspólnych wyzwań na dany czas (7 dni, 14 dni, 30 dni, 100 dni). Aktualnie jesteśmy w trakcie realizacji wyzwania 100 dni (rozpoczętego dokładnie 100 dni przed końcem roku), realizacji 5 rytuałów dziennie. Pierwsze 99 dni jest najtrudniejsze, później już z górki :)

Z kim z twojego otoczenia mógłbyś stworzyć własną grupę Mastermind? Zapisz dwa, trzy nazwiska i do dzieła! Cała inwestycja to jedna godzina w tygodniu. Zysk nieograniczony. Polecam!

m

Opublikowano coaching | Możliwość komentowania 6 Korzyści z Własnej Grupy MasterMind została wyłączona

Nie trzeba posiadać żeby doświadczać

Odwiedziłem dzisiaj moich rodziców i siostrę w moim rodzinnym mieście. To tylko 40 km od Poznania, więc mogę bez problemu skoczyć tam na dłuższe popołudnie.

Moja siostra ma w ogrodzie trampolinę, w domyśle dla swoich synków, ale jest wystarczająco duża dla każdego dorosłego. Więc ochoczo na nią wskoczyłem i zrobiłem sobie trening.

Po pierwsze pomyślałem sobie, że ostatnimi tygodniami, trenując całkiem sporo, zapomniałem o najważniejszym. O tym, że każdy trening może być też zabawą. Nawet traktując go poważnie, nie trzeba być poważnym. Mogę skakać i wydawać dziwne dźwięki, a jednocześnie wzmacniać swoje nogi, brzuch i plecy. Machać sobie rękoma jakbym fruwał, a jednocześnie wzmacniać ramiona. Dlaczego tak łatwo znowu o tym zapomniałem?

Po krótkiej chwili z prysznica endorfin (trampolina działa cuda) miałem drugi ważny przebłysk, o którym niby wiedziałem, ale też zapominałem. Coś co uzasadnia dla mnie filozofię minimalizmu, która jest częścią mnie.

Nie trzeba posiadać rzeczy materialnych, żeby doświadczać ich bogactwa.

Przez chwile pomyślałem nawet, że chciałbym mieć taką trampolinę na własność. Mógłbym codziennie na niej skakać i trenować w radośniejszy sposób. Gdybym tylko miał ją dla siebie, codziennie, w pełni- wtedy mógłbym trenować z radością. I trwało to jakieś 30 sekund, kiedy zrozumiałem, że zamiast doświadczać w pełni możliwości tej trampoliny, zacząłem uciekać myślami w przekonanie, że to źle że nie mam jej na własność.

Nagle umysł stworzył sobie cierpienie. Cierpienie, które odcięło mnie od rzeczywistości. Bo jeśli nie jestem w stanie cieszyć się skakaniem teraz, to dlaczego niby miałbym się cieszyć kiedyś w przyszłości i to dopiero w momencie, kiedy stanę się właścicielem trampoliny? I wtedy wybuchnąłem śmiechem. Oplułem się ze śmiechu. Ze śmiechu z tej zabawnej gry, w jaką wszyscy gramy każdego dnia- historii umysłowych o tym, że nie mamy wystarczająco.

Innego dnia myślałem też żeby np. kupić sobie leżak. Szczególnie w lecie to świetna rzecz, symbol relaksu, odpłynięcia, czasu dla siebie. Ale pochodziłem trochę po pięknym Poznaniu i okazuje się, że jest mnóstwo miejsc, w których w okresie letnim są leżaki dostępne dla wszystkich. Nie trzeba nawet zamawiać nic w pobliskich knajpkach, żeby móc sobie na nich posiedzieć. A wokół zazwyczaj park, zamek, chilloutowa muzyka. Nie muszę być właścicielem leżaka, żeby korzystać z jego bogactwa.

Z tego też względu nie chcę kupować drogiego ekspresu do kawy. Jestem miłośnikiem kawy (kończę pisać ten artykuł będąc w Portugalii, gdzie średnio za kawę w centrum Porto płacę w przeliczeniu 2,60 zł- nie jest łatwo się zatrzymać). Ale oprócz porannego french-pressa najlepiej przecież smakuje kawa w kilku uroczych kawiarniach poznańskich, które mają unikalne mieszanki świeżo palonych ziaren. Idę tam raz, dwa razy w tygodniu i wtedy ma to niezwykłą wartość. Wtedy ta kawa jest na piedestale, jest doświadczeniem, a nie wlaniem w siebie płynu. Czy wydając dziesięć tysięcy na zawodowy ekspres i chowając się w domu, popijając sobie „swoją kawę, zrobioną przez siebie, w swoim ekspresie” byłbym szczęśliwszy? Już nie wierzę w tą bajkę.

Oczywiście nie jestem przeciwnikiem rzeczy materialnych i jeśli ktoś czuje że jego powołaniem jest mieć własną kawiarnię, to jak najbardziej warto za tym iść. Warto iść za marzeniami, ale nie za iluzjami.

I teraz pytanie dnia: Czy takie podejście, to obniżenie swoich standardów?

Cóż, za tydzień kończę mój miesięczny pobyt za granicą (wakacje w połączeniu z pracą online i nauką portugalskiego w najlepszym możliwym otoczeniu). Wziąłem na ten wyjazd tylko jeden podręczny plecak. Mam w nim: laptopa, czytnik ebooków, mini statyw do telefonu, żeby na grywać video, notatnik, cztery koszulki, spodnie, spodenki, softshell, bieliznę, mały ręcznik, mały śpiwór, minimum kosmetyków. Ani przez chwilę nie poczułem, że czegoś mi podczas tej podróży zabrakło (no może trochę brakuję mi grania na SteelHarpie i na perkusji, ale mała przerwa nie zaszkodzi). I uwielbiam wszystkie te rzeczy, które mam. Uwielbiam Macbooka, iPhona, Kindle’a (nie, nie dostaję od nich prowizji). Gdybym nie był ich właścicielem, to komplikowałbym sobie życie, a tu w ogóle nie o to chodzi.

O co więc chodzi? O użyteczność, umiejętność, uWażność.

m

Opublikowano coaching | Możliwość komentowania Nie trzeba posiadać żeby doświadczać została wyłączona

Jak budować spokój wewnętrzny

Jest kilka cech, które imponują mi w ludziach najbardziej. Jakoś tak się złożyło, że nie są to cechy, które podziwia kolektywnie większość. Nie imponuje mi ani kontrowersyjność, ani przepych formy, ani nawet duży mięsień w dużym samochodzie (mimo że sam chodzę na siłownię i lubię prowadzić). Czyli co Michale- jesteś nudziarzem? Tak. Jestem wielkim nudziarzem, tak nudnym, że aż ciekawym.

Co mi imponuje w ludziach? Pasja, autentyczność, odwaga. Prostota, pokora, spokój wewnętrzny.

Spokój wewnętrzny to nie to samo co apatia, flegmatyzm, ani nawet zrelaksowana postawa pokazywana na zewnątrz. To coś niewidzialnego, co można po prostu poczuć. Coś co obejmuje, uwalnia i koi. Coś co przejawia się w działaniach, które mają zupełnie inną jakość niż te robione na nabuzowaniu, nakręceniu, napuszeniu.

Jak go budować? A może nie ma czego budować, tylko przestać mu przeszkadzać? Może raczej trzeba się oduczyć tego, co odcina nam do niego dostęp? Widzę od razu co najmniej cztery sposoby na zbliżenie się do niego. Celowo mówię „zbliżenie się do niego”, a nie „zbudowanie go”, bo uważam że on już tam jest. Tak jak Michał Anioł, gdy zobaczył kamień i powiedział (podobno): „Widzę rzeźbę, teraz muszę tylko odrzucić to, co zbędne”. To ja mówię: „Widzę Spokój Wewnętrzny, teraz czas tylko odrzucić to, co mu przeszkadza”.

1. Czyszczenie paplającego umysłu

Myślenie. Wspaniały dar czy zmora dręczącego umysłu? Jedyna słuszna odpowiedź: „to zależy”. Jakościowe i kreatywne myślenie jest wspaniałym darem. Ale powtarzalne sekwencje myśli, które nie są nasze, które krytykują, które nas dewaluują, szukają podziwu, szukają minusów, szukają miliona powodów dla których to właśnie ja jestem ofiarą, a świat tym okrutnym miejscem- to nasza zmora.

Jak sobie z tym radzić? Najprostsze sposoby, jakie znam to:

– aktywność fizyczna (szczególnie z elementami uwalniania napięć z ciała)

– pisanie (ciąg pisania wszystkiego co pojawia się w głowie, włącznie z bazgraniem)

– medytacja (nieoceniająca obserwacja przepływających myśli)

– hobby z elementem ekspresji (rysowanie, gra na instrumencie, itp)

2. Odwaga własnych wyborów

Wpływ otoczenia jest najsilniejszym czynnikiem wpływającym na nasze nawyki, zachowania i wybory. Ulegamy mu i przez to podejmujemy decyzje, które nie są nasze. Wybory profesji („Ile lat mają twoje dzieci? Prawnik trzy, lekarz pięć”), stylu życia, przekonań (czy raczej zabobonów) na każdy temat. A serce krzyczy, ale jest skutecznie uciszane, zatkane kolektywną poduszką. A przez to nie daje nam spokoju. Bo go nie słuchamy, a wiemy że powinniśmy. Powinniśmy nie dlatego, że tak trzeba, ale dlatego że to jest przewodnik naszych właściwych wyborów. I to wymaga czasami wiele odwagi. Bo trzeba się wyłamać, wypisać, wyłączyć z pędu owiec. Ale zrób to raz, a dostaniesz powiew spokoju wewnętrznego w prezencie. I ten powiew da Ci siłę, żeby robić to częściej. Bo słuchanie siebie- prawdziwego siebie, a nie paplaniny umysłu- przywraca nas do tego spokoju bardziej niż cokolwiek innego. To duża odwaga- dokonywanie wyborów w pełni zgodnych z nami. Wiesz, że to jest właściwa decyzja właśnie przez to, że towarzyszy jej głęboki spokój.

3. Przyjaźń z nietrwałością

Już się do niej przywiązałeś, a tu…rozstanie. Zadomowiłeś się w pracy, a tu… zwolnienie. Wyrobiłeś formę, a tu… kontuzja. Rozstanie, zwolnienie czy kontuzja to poważne rzeczy i ciężko przejść obok nich zupełnie obojętnie (może nawet nie warto). Ale istnieją setki innych zmian, które wydarzają się każdego dnia, które też zaburzają nas spokój. Ale to są tylko bodźce, a nie przyczyny! Co jest przyczyną utraty spokoju?

Jest tylko jedno prawo do zrozumienia- prawo nietrwałości- czyli zmiany. Ale nie chodzi o zrozumienie go intelektualnie, tylko doświadczalnie. Jak? Są tylko dwie rzeczy do praktykowania: brak przywiązania i odpuszczanie oporu. Jest tylko tyle teorii, nie trzeba szukać więcej. Reszta to praktyka.

Jesteś przywiązany do facebooka? Zrób jeden dzień całkowicie bez niego i zobacz, że nic się nie wydarzy. Nie ominie cię nic ważnego. Chcesz poćwiczyć odpuszczanie oporu? Weź zimny prysznic i zamiast iść za paniką jaka pojawi się na początku w twoim umyśle, poczekaj 10 sekund i po prostu zacznij obserwować zimną wodę spływającą po twoim ciele. Odpuść opór i zafascynuj się tym zjawiskiem fizycznym samym w sobie. Zobacz jak wspaniale jest obserwować to, że plan A nie zadziałał i dzieje się coś innego. To że rzeczywistość nie równa się oczekiwaniom. To że fantazjowanie o idealnych scenariuszach ma się nijak do dynamiki życia.

Po co się przywiązuję? Przecież doskonale wiem, że to minie.

Po co stawiam opór? Przecież doskonale wiem, że to minie.

4. Zdrowa Samoakceptacja

Nie ma nic gorszego w relacjach z innymi jak wieczne szukanie akceptacji. Tego typu „łatanie dziury w postrzeganiu siebie” odbiera swobodę, a przez to stajemy się sztuczni, chcemy być fajniejsi niż jesteśmy, skupiamy się na opakowaniu. A w środku tego opakowania jest trzęsące się ze strachu dziecko, które po prostu szuka samoakceptacji i myśli, że to jest najlepszy możliwy sposób na jej znalezienie. Nie jest. To raczej najgorszy możliwy sposób, a my cały czas to robimy. Co przywraca spokój?

Akceptowanie naturalnych niedoskonałości, których nie możesz zmienić.

Akceptowanie swojego wyglądu, ciała, głosu.

Akceptowanie naturalnego typu osobowości (introwertyzm, analityczność, małomówność).

Akceptowanie aktualnego poziomu umiejętności (co nie oznacza że nie chcemy ich rozwinąć).

Akceptowanie błędów, które popełniliśmy w przeszłości, a których nie możemy zmienić.

I nade wszystko dystans, dystans, dystans do swojego „ja” (czasami mówię, że staram się obrazić sam siebie około 20 razy dziennie, żeby już nic nie było w stanie mnie obrazić- to nie dewaluacja, to budowanie dystansu).

Czyść umysł, podejmuj własne decyzje, odpuszczaj opór i przywiązanie, akceptuj wszystkie naturalne niedoskonałości w sobie, a spokój wewnętrzny, który zawsze był w Tobie, znowu stanie się odczuwalny.

m

Opublikowano coaching | Możliwość komentowania Jak budować spokój wewnętrzny została wyłączona